Falkon 2006, PMM 2006 – wspominki

Od kiedy wyjechałem na studia do Krakowa zawsze przyjeżdżam na Falkon. Nie zadawałem więc pytania po co, tylko – jak.

Potem okazało się, że jest jednak jakieś po co. Na falkonie miał się odbyć niemal zapomniany Puchar Mistrza Mistrzów. Pamiętam jak przez mgłę dawne konwenty, na których widziałem poprzednie edycje – konkurs legenda, chciałoby się rzec :-) Ponieważ w tym roku wybiło mi dziesięć lat siedzenia w moim hobby i naszła mnie faza na erepgowe sprawdzenie się – nie mógłbym nie wystartować. Dołączam więc PMMa do listy udanych erpegowych rozdziewiczeń:
– pierwsze prowadzenie sesji na konwencie – Rkon ’06
– pierwszy start w Quentinie – Constar ’06
– pierwszy udział w LARPie – Imladris ’06
– pierwszy w PMMie ;-) – Falkon ’06.

Prequel, czyli niezapowiedziane komplikacje
Tak się składa, że w piątki mam laborki do piętnastej z groszami. Oznacza to w praktyce, że na konwencie mógłbym pojawić się w piątek o 23 lub w sobotę koło 11ej. Obie opcje nie dawały mi szans na start w PMMie.

Wyżebrałem więc u prowadzącego laborki wcześniejszy termin ich odrabiania i… zaspałem na niego. Cóż, zaczynam się przyzwyczajać do takich rzeczy, ostatnio stale mi sie zdarzają.

„Trudno, przyjadę jakimś busem tuż po laborkach” – powiedziałem sobie. Tu pojawia się kolejny problem. Przypadkiem okazało się, ze 10go listopada jestem kompletnie, ale to kompletnie spłukany. Bilet do Lublina to jakieś 25 zeta, wstęp na Falkon – drugie tyle. Nie maiłem nawet na jedno z tych dwóch.

Postanowiłem więc sprzedać kilka zalegających mi na półkach erpegów. Tutaj wielkie dzięki dla Wizzzarda, dedekowca Krzyśka i Deckarda – gdyby nie Wasz wkład nawet nie dotarłbym na tego PMMa ;-)

Ponieważ po Falkonie znów jestem spłukany to odsyłam do odpowiedniego wątku na Forum – gdzie sprzedaję kilka innych erpegów ;-)

Problem z dojazdem też udało się rozwiązać fuksem. Dziwnym trafem ludzie wykupili wszystkie bilety na piątkowe busy do Lublina zanim zgromadziłem fundusze ;-) Nie poddałem się, poszedłem na dworzec na ślepo i co? Trafiłem na PKS do Chełma, który zatrzymaywał sie po drodze w Lublinie. Wsiadłem jako jedna z ostatnich 3 osób.

Zupka z maski, czyli eliminacje PMM
Wpadałem na konwent 21:25, zrzucłem bagaże i od razu trzeba było prowadzić. Urkowi poruczyłem już wcześniej zarejestrowanie mojej sesji na PMMa. Wydaje mi się, ze coś musiało być nie teges z organizacją bo ostatecznie okazało się, że dopiero Szczur, oddelegowany przez poltera sędzia, zarejestrował mnie jako uczestnika.

Dostało nam się miejsce na dole studni schodów. Ponieważ gdy prowadzę na konwentach publiczność wcale a wcale mi nie przeszkadza – uważam, ze jest to najlepsze falkonowe miejsce do prowadzenia. Jedynym mankamentem jest temperatura – o tej porze roku na dole jest nieco zimnawo. Tak czy owak słyszałem straszne rzeczy o innych sesjach [przerzucanie ludzi z sali do sali, granie total na korytarzu itp.] – także dno studni wyszło nam na dobre :o)

Poprowadziłem Maskę – po raz pierwszy w wersji, która poszła na konkurs bisselowy. Grali Urko, becon, Lechu i Puc, młodszy brejdak Urka. Sesja wyszła dobrze. Co prawda sam scenariusz potoczył się jak zwykle odmiennie niż planowałem, ale z grania była kupa radochy. Moim zdaniem nieco blado wypadła końcówka, ale nic to. Okazało sie, ze Maska jest dość elastyczna. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się tego po niej – obecnie ten scenariusz jest moim ulubionym tworem :-) Beacon twierdzi, że to był najlepszy z trzech scenariuszy, które poprowadziłem na PMMie – co oznaczałoby, ze dalej szło mi juz tylko gorzej ;o]

Tu prośba do moich graczy – gdybyście mogli zapoznać się z jego oryginalnym kształtem i powiedzieć mi jak wg. Was ma sie on do faktycznego przebiegu sesji – byłbym niezmiernie wdzięczny :-) Można ją chwilowo znaleźć na forum Bissel, choć przyznam, ze myślimy też o zamieszczeniu naszych scenariuszy konkursowych na polterze, ku uciesze szerszej publiczności ;-) Deckard obiecał mi zresztą, że za jakiś czas pomoże mi w zrobieniu… konwersji Maski do uniwersum Gwiezdnych Wojen ;-) Acha – jeżeli ktoś chce redagować ten tekst [83 tyś znaków :-P] – będę zobowiązany.

Zaczęliśmy grać około 21:40, skończyliśmy sesję o 1:50 [licząc doń i dyskusję nt. kaduFATE’a, przebiegu sesji itd.].

Kurioza:
– przyszedł Szczur i pyta grających: „Ile lat gracie w erpegi? A znacie go?” [tj. mnie] Ja tam Szczura kojarzę od ostatniego Konkretu :-P, co jawnie dowodzi, ze nie jestem żadnym krakowskim fejmusem, co wmawiają mi beacon i Urko. A przynajmniej nie byłem :oP
– słyszałem plotkę, że któryś z sędziów obejrzał fragment sesji, po czym stwierdził – „jakiś głupi hack&slash” – i poszedł. Ziejka :-D Tak to jest, kiedy prowadzi się zgodnie ze schematem: akcja, akcja, a potem jeszcze akcja :o]

Uwaga do siebie, jako MG:
– muszę popracować nad podziałem czasu antenowego, gdy drużyna sie dzieli. Po sesji były uwagi, że nieco zbyt dług trzeba było czekać na swoją kolej. [Nikt Wam się nie kazał rozdzielać, gamonie :-P]

Po sesji pognałem do mieszkania swojej dziewczyny. Spanie w warunkach konwentowych mi nie służy, co mozna było zaobserwować przy okazji wręczenia PMMa [Gorath, uduszę za te zdjęcia :oD ]

Drugie danie, czyli półfinał PMMa
Wróciłem na teren Falkonu koło dziewiątej – dziesiątej [nie wiem dokładnie kiedy, bo telefon mi padł, a zegarka nie noszę [bo się zepsuł :-P]]. Wkrótce okazało się, że przeszedłem do półfinału [razem z Wojtkiem Rzadkiem, Skałą i jeszcze kimś, wybacz, nie pomnę]. Bardzo żałowałem, że nie przeszedł Mati, którego zdążyłem poznać w międzyczasie. Ciekawym co on zrobiłby z narzucanego w półfinale scenariusza.

Wszyscy czterej półfinaliści dostali ten sam szkic, czy może raczej ideę scenariusza do zrealizowania. Jeżlei miałbym ją podsumować jednym słowem powiedziałbym – denna. Coś o ostatecznym sądzie nad postaciami plus opis kilku kuriozalnych rekwizytów/elementów, które muszą sie na sesji pojawić. Moim faworytem była słynna szczotka :-D

No to koniec mojego PMMa, pomyślałem. W pierwszej chwili próbowałem przypomnieć sobie jakiś scenariusz, który byłby podobny do pólfinałowego szkicu. Zdało się to na nic – przypomniałem sobie tylko jakiegoś gniota wyróżnionego niegdyś w portalowym konkursie „Katedra”.

Mam niejakie doświadczenie w wymyślaniu scenariusza w kilak godzin. Przez poprzedni semestr co tydzień prowadziłem Eberrona – zazwyczaj mając tylko jakiś ogólny szkic. W ciągu trzech ostatnich miesięcy napisałem też trzy długie scenariusze na rozmaite konkursy [patrz wpisy w blogu]. Zakasałem więc rękawy i do roboty.

Lubię prowadzić fantasy. Jaki może być koniec postaci w typowym fantasy? Może niepowodzenie w próbie powstrzymania szalonego czarnoksiężnika i jego mrrrocznego rytuału? Cool! Spytałem graczy czego by właściwie chcieli w tej przygodzie – padły odpowiedzi – chcielibyśmy, żeby grała Sonia ;-D, żeby był wątek miłosny i żeby był wątek bliźniaków. Spoxik.

Scenariusz dla czterech graczy. Czarnoksiężnik, Książę, Księżniczka i Łotrzyk. Początkowa scena to właściwie kolor – trójka herosów wpada do komnat Czarnoksiężnika. Przerywają rytuał i w wyniku zakrzywienia działania magii trafiają do tajemniczego wymiaru, gdzie będą czekać na sąd.

Czarnoksiężnik kocha księżniczkę i chce za pomocą specjalnie zaklętego przedmiotu doprowadzić do tego, ze zamieni się ciałami z księciem. Księżniczka wie, ze jeden z graczy [wybiera go zresztą sama] jest śmiertelnie chory i tylko magia czarnoksiężnika może go ocalić [Sonia wybrała Łotrzyka]. Książę chce zabić Czarnoksiężnika. Łotrzyk, który niby pomaga księciu jest dawnym uczniem maga – chce odebrać mu księgę zaklęć [a wraz z nią moc] i samemu stać się mistrzem magii. Wszyscy pozbawieni wspomnień, prócz tej jednej sceny przerwanego rytuału.

Do tego – możliwość kreowania miejsc w dziwnym wymiarze – każda postać może stworzyć kilka miejsc o innych właściwościach. Plus kilka możliwości spojrzenia w studnię wspomnień – i wygenerowania przez gracza jakiejś mglistej i niekoniecznie do końca prawdziwej wizji przeszłości.

Jeden BN – mały imp, strażnik tego dziwnego miejsca. Kilka przedmiotów magicznych [wszystkie poprzerabiane z wskazówek scenariusza półfinałowego], ale wymieszanych między postaciami tak,z ę nikt nie ma tego, czego potrzebuje by wypełnić swoją „misję”.

Ta sesja mogła się udać, albo stać się totalnym gniotem. Zgodnie z formułą open play [patrz np. InSpectres, beaconowa SHOSA] prawie cały ciężar został przeniesiony na graczy, a ja zostałem tylko arbitrem kombinującym jak by tu doprowadzić do zakończenia połączonego z finałowym sądem.

Z sesji wyszło coś cudownego. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się, bym z tak słabego scenariusza stworzył wspólnie z graczami tak dobrą sesję. Ponieważ nie miałem żadnych narzuconych wyobrażeń [poza tym, że myślałem,z ę jednak wyjdzie coś mnie humorystycznego :-] to oceniam tę sesję wyżej od Maski – IMHO serio serio było wspaniale. Oczywiście, niemal cała zasługa tworzenia scenariusza przypada tu graczom, którzy naprawdę świetnie przyłożyli się do współtworzenia sesji. Wielki respect, panowie i panie :-D

Tu należy się też wspomnienie o dwóch osobach, których co prawda nie było na konwencie, ale które także mocno wpłynęły na decyzję odnośnie półfinałowego scenariusza. Mowa tu o Deckardzie i Hekatonpsychosie. Deckard napisał bodaj pierwszy w Polsce scenariusz w pełni nastawiony na open play’a i tym rownie śmiałym co ryzykownym manewrem wygrał konkurs na bissel.pl Uważałem, że taki scenariusz jest nie do poprowadzenia. Wyniknęła z tego powodu ciekawa dyskusja z Hekatonem, który właściwie prowadzi tylko open play’a. To ta dwójka zainspirowała mnie do spróbowania swoich sił w tej konkurencji. Psiakrew, udało sie lepiej niż kiedykolwiek bym przypuszczał.

Deckardowy scenariusz także za jakiś czas powinien zawitać na poltera. Pewnie stanie się to nie wcześniej niz w grudniu – dziełko na 67k znaków, także jest wcale nie mniej opasłe niż moja Maska. A z pewnością jest równie wypasione ;-)

Tu też wielkie pozdro dla graczy:
– Szczura i jego knującego, choć nieudolnego Łotrzyka. Zaprawdę – chyba nie mogłem dostać do drużyny sędziego, który bardziej by mi podpasował.
– beacona i jego podstarzałego księcia
– Sonii i jej komicznej księżniczki – mam nadzieję, że pierwszy konwent w życiu przypadł Ci do gustu ;-)
oraz Urka, czyli czarnoksiężnika o przefajnej facjacie [może zeskanuje i wrzucę gdzieś w sieć rysunek Urka – jest zajefajny :-].

Po sesji udaliśmy się na pizzę do Szewca. Było miło. Po powrocie okazało się, że razem z Rzadkiem damy czadu w finale. Ponieważ miał on się odbyć za kilak godzin postanowiłem wyskoczyć do domu i wydrukować sobie mój scenariusz Quentinowy, czyli „Shane on you brothers!”. Mało brakowało a byłaby to najgorsza decyzja tego PMMa.

Mdły podwieczorek, czyli finał PMMa
Wydrukowałem Shane’a, rozpisałem postacie na karty, przyniosłem trochę monet udających sztony. Zawsze lubiłem prowadzić Deadlandy. Ich przebajerzona mechanika i pulpowy klimacik sprawiają, ze prowadzi się je lekko, niemal relaksacyjnie. Lubiłem też „Shane’a” – w końcu prowadziłem go już wcześniej 3 razy, i zająłem drugie miejsce w tegorocznym Quentinie. Oświadczam więc zatem, że „Shane” jest do bani, a mechanika Deadlandów ssie.

Trzeba było zostać na konwencie, pograć w planszówki w GR i poprowadzić Schędę na kaduFATE. Shane podryfował w stronę ostrej nawalanki pomiędzy graczami, ja nie wiadomo czemu narzuciłem sobie bardzo agresywny styl prowadzenia [mocne odzywki do graczy itp.] i nie potrafiłem utrzymać najostrzej grającego gracza – tj. Ithila – w ryzach. Konstrukcja scenariusza nie pomagała mi – beacon wziął sobie bardzo do serca kolorystyczność swojej postaci i przez większość czasu nawet nie próbował włączyć się w rozgrywkę pomiędzy pozostałymi graczami. Atmosfera na sesji stała się dusząca niczym gorący piasek pustynnej burzy, w jaką wpadło posse.

Żeby nie było – po sesji wszyscy gracze – tj. neishin, beacon, Urko i Ithil – jak jeden maż deklarowali, że byli zadowoleni. Padło kilka trafnych uwag krytycznych, ale generalnie wrażenia były in plus. Mnie jednak ta sesja zmęczyła i znudziła. Myślę, że duży wpływ miała na to gra Ithila – sędziego, którego dostałem jako czwartego gracza. Mówiąc jeżykiem GNSu – mam wrażenie, że priorytety totalnie nam się rozjeżdżają, a zupełny brak gry na metapoziomie zwykłem traktować jako nietakt względem pozostałych uczestników sesji. Tak czy owak to ja prowadziłem i to ja schrzaniłem sprawę. Sesje oceniam jako ledwie Znośną i to tylko dlatego, że wszyscy gracze powiedzieli, że bawili się Nieźle.

Uwagi do siebie jako MG:
– nie prowadzić na mechanikach z dużą ilością, jak to mówi GNS – punktów styku. Sesja zwalnia, pojawiają sie zarzuty o tym, że pozwalam graczom oszukiwać
– ostrzej rozprawiać sie z graczami, którzy w moim odczuciu grają nie w porządku względem drużyny

Po tej spektakularnej porażce postanowiłem porobić coś relaksujacego. Na szczęście spotkałem Goratha, Fenrana i Matiego, z którymi udało się zagrać w Cash’n’Guns. Od czasu, gdy trzewik zrecenzował tę grę na łamach Gwiezdnego Pirata, miałem zamiar gdzieś ja dorwać. Okazuje się, że pochwalna recenzja nie była ani trochę przesadzona. Gra totalnie wymiata, zwłaszcza po dodaniu policjanta. Dla wszystkich, z którymi grałem – wielkie pozdro :-)

Pobłąkałem się jeszcze trochę po konwencie z Gorathem, obejrzałem jego Ars Magicę 5ed [śliczny podręcznik!], odwiedziłem grających w Arkham Horror w GR, skąd wyciągnąłem becacona. Krotkie polowanie na żer skończyło się pełnym sukcesem więc najedzony walnąłem się w konwentową kimę. Była piąta.

Barbarzyński Urko chciał budzić mnie o 9ej, ale postawiłem na swoim i kimałem do 11:50. Obudziłem się akurat na ogłoszenie wyników PMM. Ponieważ wszyscy byliśmy przekonani o tym, że wygra Wojtek

Ostatecznie okazało sie, że to ja wygrałem. Trochę mnie wcięło iż tego wszystkiego zapomniałem podziękować moim PMMowym graczom – co za cham ze mnie! :-/ Dostałem Puchar, Puchar Przechodni, i stosik nagród. Wśród nich podręcznik do Legendy i chyba ze trzy różne drogi czegośtam :-) Muszę tu zauważyć zabawny fakt – na Quentinie dostałem już Podręcznik MG do 7th sea, teraz L5K – za grami Wicka niezbyt przepadam, ale wkrótce będę miał komplet ;o] W tym kontekście fakt otrzymania jako jednej z nagród Chińczyka [„Człowieku, nie irytuj się!”] uważam za kuriozalny żart ogrów :o)

Plan był prostu – przyjechać na Falkon i wziąć udział w PMMie. Jego realizcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Czy mógłbym teraz powiedzieć, że uważam Falkon za nieudany? :o]

I zasmażka! Pozdrowienia:
Przede wszystkim wielkie pozdro dla tych, dzięki którym wygrałem PMMa czyli moich graczy. Byliście wspaniali :-) Za rok bronimy tytułu ;-)

Pozdrawiam też PMMowych sędziów – szczególnie Dawida i Krzyśka ;o)

Dla Goratha, Matiego, Fenrana i wszystkich, z którymi grałem w Cash’n’Guns. Czad! :-)

Dla repka i jego dwóch kompanionów z grupy MasaHuku za powrót do Krakowa.

I dla wszystkich znajomków, z którymi ne udało się dłuzej pogadać ze względu na brak czasu.

Do zobaczyska za rok :-)

Advertisements

3 thoughts on “Falkon 2006, PMM 2006 – wspominki

  1. repekhiel pisze:

    Rany, rzeczywiście wracaliśmy wtedy bandą razem pociągiem… ech, łezka w oku. :)

    Mnie ten Falkon kojarzy się z tym, że siedzimy w piwnicy z neishinem, tłuczemy w memoira i jakieś gierki trzewika, czekając na Kasię, która sędziowała z ramienia Poltera chyba. :)

    Pozdro!

  2. kaduceusz pisze:

    Tak, Kasia sędziowała z ramienia poltera, a neishin grał u mnie w finale :-)

  3. […] Pierwszy raz wziąłem udział w roku 2006. To był dla mnie bardzo szczęśliwy erpegowo okres. W tym samym roku byłem wyróżniony w Quentinie za Shane on you, brothers! do Deadlandsów (którego nową wersje będę prowadził na Coperniconie  2016 BTW). I na PMMie szczęście się do mnie uśmiechnęło – w finale pokonałem samego Wojtka Rzadka. Moja relacja tutaj. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

gry fabularne, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

%d blogerów lubi to: