Uncharted: Drake’s Fortune – recenzja [polter]

Powszechnie wiadomo, że jednym z najładniejszych i ogólnie najlepszych tytułów na Playstation 3 jest Uncharted 2. Trzecia część serii ma zostać zapowiedziana na tegorocznej gali Video Game Awards, w produkcji jest film na motywach gry, tymczasem jednak przyjrzymy się jej początkom, czyli pierwszej odsłonie wydanej z podtytułem Drake’s Fortune. Młodsi posiadacze „peestrójki” mogą bowiem nie wiedzieć, że to właśnie ten tytuł był jednym z pierwszych excluseive’ów promujących tę platformę.

Wydanie Uncharted jako jednego z tytułów będących twarzą PS3 było śmiałym posunięciem Sony Computer Entertainment. Nowe IP w gatunku, w którym królowała Lara Croft, nowy męski bohater, który miałby konkurować o miano pierwszego poszukiwacza skarbów z Indianą Jonesem – wszystko to musiało budzić pytania – co też takiego musiało przygotować studio Naughty Dog, debiutujące na nowej platformie?

Uncharted opowiada historię bohatera przedstawiającego się mieniem Nathan Drake. Drake twierdzi, że jest potomkiem Sir Fracisa Drake’a, angielskiego korsarza i odkrywcy z szesnastego wieku. Już w pierwszej scenie Nathan odnajduje pamiętnik Francisa, który zaprowadzi go na trop starożytnego skarbu El Dorado. Akcja rozgrywa się na tropikalnych wyspach (przez większość czasu gry na jednej wyspie) a w poszukiwaniu skarbu napotkamy ślady działalności Hiszpanów, Anglików, Nazistów (a jakże!), a także grupę innych poszukiwaczy skarbów, nie tak sympatycznych jak nasz Nathan.

Gracz kieruje poczynaniami Nathana, ale w trakcie gry pojawiają się też dwie inne ważne postacie – reporterka Elena Fisher oraz starszy stażem kompan Nathana – Victor ‘Sully’ Sullivan. W wielu fragmentach gry bohaterowie ci akompaniują nam, stwarzając sytuacje w stylu „ja poczekam, a ty otwórz to przejście” lub „ty prowadź wóz, ja strzelam”. Bohaterowie są sympatyczni i nie sposób ich nie polubić. Od czasu do czasu wdają się oni w pogawędki z Nathanem, co bardzo pozytywnie wpływa na klimat gry. Lekkie nuty romansu pomiędzy Nathanem i Eleną są po prostu urocze i przywodzą na myśl familijne kino przygodowe – mi sposób konstrukcji bohaterów bardzo przypominał goszczący dwa lata temu w kinachNie wszystko złoto co się świeci (oryg. Fools Gold) z Matthew McConaughey’em i Kate Hudson.

Jeżeli chodzi o samą grę, to w Uncharted robimy cztery rzeczy – ostrzeliwujemy się z licznymi gromadami sługusów pozostałych poszukiwaczy przygód, przechodzimy fragmenty akrobatyczne, gdzie trzeba skakać z półki na półkę czy bujać się na lianach, rozwiązujemy zagadki logiczne i wreszcie ścigamy się w sekwencjach typu „celowniczek na szynach” lub „skuterem wodnym po rzece”. Całość tworzy bardzo zgrabna miksturę, lecz od razu zaznaczę, że strzelanie jest tu w dużej przewadze nad pozostałymi elementami rozgrywki.

Mi osobiście trudno jest wyobrazić sobie osobę, która kupując konsolę jest zdecydowanym przeciwnikiem strzelanek zza pleców bohatera wykorzystujących system osłon, ale nawet w takim przypadku Uncharted może się podobać – już w pierwszej odsłonie serii system ten działa bowiem wzorowo i daje bardzo dużo satysfakcji. Nathan ma do dyspozycji broń główną (karabiny, strzelby, później granatnik czy snajperka) oraz pomocniczą (rozmaite pistolety, w tym maszynowe) a także granaty oraz arsenał kopniaków i ciosów pięścią. Może celować lub strzelać na ślepo (także w biegu), zgrabnie przeskakuje pomiędzy osłonami, umiejętnie strzela jedną ręką, drugą trzymając się krawędzi skalnej półki. Ciekawie rozwiązano też rzucanie granatami, gdzie odległość rzutu wyznacza się wychylając sixaxisa.

Strzelaniny w Drake’s Fortune są całkiem dynamiczne. Miejscówki zaplanowano z głową – jest tu sporo miejsca na ruch, zachodzenie z flanki i ukrywanie się przed ogniem. Satysfakcjonująca jest też inteligencja prowadzonych przez konsolę przeciwników. Do tego dochodzą osłony, które rozpadają się pod wpływem ognia wroga, wybuchające beczki i stała konieczność pilnowania stanu amunicji. Już na poziomie trudności „normal” trzeba się wykazać – zdarzyło mi się kilkukrotnie rozgrywać niektóre sekwencje. Trudność wyważono przy tym tak, że czuje się wyzwanie, ale na „normalu” nie pojawia się frustracja spod znaku – „tego fragmentu nie da się przejść” (choć jeżeli ktoś pragnie tego typu doznań, to po przejściu gry na „hardzie” pojawia się poziom „crushing”, który, jak sama nazwa wskazuje, zmiażdży najtwardszych konsolowych wyjadaczy).

Fragmenty akrobatyczne także są bardzo mocną stroną gry, a to ze względu na kapitalną pracę kamery. W niektórych momentach odjeżdża ona do tyłu, by pokazać nam szerszy obraz, w innych trzyma się bardzo blisko bohatera. Małe niedoróbki zanotowałem tylko wtedy, gdy zapuszczałem się w miejsca, którędy nie miała wieść droga Drake’a, np. urwisko bez przejścia dalej. Postać Nathana zanimowano bardzo zgrabnie, także jego wyczyny cieszą oko. Zazwyczaj jasne jest też, którędy trzeba iść, choć momentami wypada się rozejrzeć i chwilę zastanowić. Ścieżka bohatera jest jednak bardzo czytelna, i nawet jeżeli gdzieś się zaciąłem, to po chwili przypominałem sobie, że Nathan czytał o czymś w dzienniku Sir Drake’a, lub że jakiś fragment mapy był wcześniej zablokowany, co umożliwiało mi kontynuację przygody. Gra ma również mechanizm, który w przypadku, gdy kręcimy się za długo po okolicy, pozwala skorzystać z podpowiedzi – Nathan spogląda w określonym kierunku, by wskazać niedostrzeżoną wcześniej półkę skalną, czy przejście.

Najsłabiej wypadają zagadki logiczne – są rozegranie klimatycznie, bo odwołują się do zapisków z pamiętnika, który Nathan nosi ze sobą, ale też przez to ich rozwiązanie jest praktycznie oczywiste i mnie osobiście ani razu nie skłoniło do zastanowienia. Cóż, z dwojga złego wolę to od rozwiązań bez sensu. Za to sceny, w których jeden bohater prowadzi pojazd, a drugi strzela były zrealizowane sprawnie i czyniły rozgrywkę odpowiednio urozmaiconą.

Graficznie gra nawet po trzech latach od premiery (wydano ją na Święta 2007) prezentuje się bardzo ładnie. Gdzieniegdzie widać miejsca, w których dałoby się coś poprawić (zwłaszcza gdy chodzi o widoki w oddali), ale jeżeli porównać tę grafikę z innymi grami z okresu, to widać, że od samego początku Naughty Dog potrafiło kodować. Jedyne, czego pewnie po dziś dzień się wstydzą, to doczytujące się tekstury – wpadka, która w grze tej klasy nie powinna się zdarzyć. Miejscówki są odpowiedni różnorodne, nawet mimo tego, że głównie przedzieramy się przez tropikalną dżunglę – są tu jednak podziemia, opuszczone miasteczka zalane wodą, zarośnięty monastyr, zamek na skałach i tym podobne. Zresztą wszystkie je rozrysowano na mapie wyspy, którą Nathan ogląda od czasu do czasu, także w trakcie rozgrywki widać jak na dłoni, dokąd za chwilę przeniesie się akcja.

Gra obfituje też w cut-scenki, które rozgrywają się na jej silniku, przez co nie widać kontrastu pomiędzy nimi a resztą zabawy. Nadają za to całości specyficzny feeling filmu przygodowego, z obowiązkową mroczną tajemnicą ujawniającą się w miarę rozwoju fabuły. Dodajmy do tego konkurujących z Nathanem poszukiwaczy przygód spod ciemnej gwiazdy, dramatyczne wydarzenia dotyczące naszych towarzyszy oraz próby poznania prawdziwego losu Sir Drake’a i otrzymamy nad wyraz udaną grę, która z miejsca stała się klasykiem gatunku.

Gdybym chciał się przyczepić do Uncharted, to mógłbym wymienić nieliczne potknięcia tej gry. O doczytujących teksturach już pisałem, z lokacji stosunkowo słabo wypada monastyr, który w porównaniu z resztą gry jest zbyt szarobury. Irytujące jest też respawnowanie się przeciwników w kilku momentach gry, które ma nas zmusić do parcia do przodu. Gorzej, jeżeli to „do przodu” nie jest oczywiste (scenka otwierająca nam przejście odpala się, gdy przesuniemy się w jakimś kierunku), co zdarza się raz czy dwa w trakcie tych dziewięciu i pół godziny, jakie zajmuje przejście gry. W końcowych etapach gry zachwiany jest też nieco balans pomiędzy strzelaniem a resztą rozgrywki – w sensie, że końcówka składa się praktycznie z samego strzelania. Mi to osobiście specjalnie nie przeszkadzało, ale zdaję sobie sprawę, że można to było rozegrać lepiej. Niektórym może też brakować jakiegoś co-opa lub multiplayera, które pojawiły się dopiero w kolejnej części przygód Drake’a.

Posiadać PS3 i nie zagrać w Uncharted to grzech. Gra jest bardzo udana, zarówno fabularnie (wzorcowy film przygodowy) jak i pod względem mechanizmów rozgrywki. Już sam jej podtytuł, który można oczytać jako fortunę Sir Drake’a lub (zmienne) szczęście Nathana Drake’a, pokazuje, ze jest to tytuł przemyślany i pomysłowy. Dodajmy do tego fakt, że gra zestarzała się z klasą, i otrzymujemy tytuł, do którego warto wrócić przed premierą kolejnej części (lub zagrać po raz pierwszy, jeżeli jakimś cudem przeszedł Wam koło nosa). Szczerze polecam i z przyjemnością wystawiam bardzo wysoką ocenę.
Recenzja pierwotnie opublikowana w serwisie polter.pl
Redakcja tekstu: Katarzyna ‚Bagheera’ Bodziony
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

RPG, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

GameDev

Pomysły, efekty i wszystko, co wiąże się z moimi hobby.

%d blogerów lubi to: