Halo: Reach co-op – wrażenia

Wczoraj siedliśmy z Gwoździem i najpierw obejrzeliśmy 17 minut gameplay’u z BF4 bezlitośnie nabijając się z bezsensów fabularnych a potem dokończyliśmy kampanię Halo: Reach. Moje wrażenia poniżej:

+ na pewno jest to gra o wysokich walorach produkcyjnych; podobały mi się filmiki przerywnikowe, niektóre lokacje były zaplanowane całkiem spoko i grało się miło.

+ Było kilka mocnych scen – np. z panią naukowiec, co się nie pierdzieli, czy ta po słowach “wiem, że przegrywamy, chcę wiedzieć, czy już przegraliśmy?”

+ było też kilka fajnych lokacji – szczególnie podobała mi się ta przy wielgachnym statku naszej floty albo wąwóz

+ bronie pierdziały energią, ale niektóre były spoko, zwłaszcza bronie obcych strzelające magicznymi fioletowymi kryształkami albo te, które trzeba było otworzyć, żeby się wychłodziły

[] to jest moja osobista preferencja, ale gry, w których przeciwnicy wyglądaja jak jakieś sci-fi orki/gnomy/etc. są raczej śmieszne niż fajne.

– rozegranie co-opa jak zwykle – padaka. To musiało być odgórnie narzucone, że na Xa praktycznie każdą kampanię da się przejść w co-opie, bo fabularnie jest to debilne – cały czas mowa o samotnym nowym członku oddziału Spartan (tacy komandosi od zadań specjalnych), na filmikach pojawia się tylko jeden koleżka, ale gramy dwoma. Bardziej debilne było to tylko w Killzone 3, gdzie można było to sensownie rozegrać, a rozegrano jak w Reach.

– graliśmy też rundkę w tryb hordy. Był beznadziejny – jakiś okropny głos komentatora rodem z Quake 3 Team Arena, z początku bardzo łatwy (nudny), a potem bardzo trudny (WTF killed me effect). W multi nie planuję grać, bo nie mam golda.

– fabułę niestety oceniłbym na minus. Nie znałem wcześniej uniwersum, nie grałem w żadne inne Halo, nie byłem w stanie wychwycić smaczków. O mocnych scenach już pisałem, ale co chwilę motywacja bohaterów była niejasna albo kijowo przedstawiona. Wszystko to było takie sztuczne i niepotrzebnie pompatyczne. A już ostatnia decyzja naszego bohatera to już jakiś bezsens. I jeszcze ten “level” na koniec zupełnie z dupy.

Ogólnie – dało się pograć, ale do poziomu takich Gearsów 2 bardzo daleko. Nie powiem też, żebym był jakoś szczególnie przekonany do grania w dalsze gry serii, ale zobaczymy. W mojej skali – C (ujdzie w tłoku).

Advertisements
Otagowane , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

gry fabularne, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

%d blogerów lubi to: