Sleeping Dogs – wrażenia

Ta gra zbierała bardzo pozytywne opinie i dlatego się nią zainteresowałem. Zagrałem w demo – było spoko, choć może nie rzuciło mnie na kolana, także dodałem ją do kolejki gier, w które chcę zagrać, ale niekoniecznie zaraz… a tu taka miła niespodzianka od PS Plus. Oczywiście jeżeli coś dostaję z PS Plus, to szansa, że zagram od razu jest minimalna (konkurencja jest spora), ale Kasia mnie zachęciła, no to włączyłem.

+ pierwsze wrażenie jest dość pozytywne – ze względu na klimat Hong Kongu. Pierwsze co pomyślałem to – o, to może być ciekawe. Dodatkowo jest wiele rzeczy do zrobienia – a to walki kogutów, a to podziemny krąg, misje dla policji, misje gangu, karaoke, wyscigi, randki, etc.

– niestety, gra cierpi, ze względu na fakt, że elementy growe są słabo dopracowane. Bohater rusza się trochę koślawo, słabsze samochody to męka, ręczny działa dziwacznie. Pamiętam, że w GTA IV na PS3 było podobnie – dupowaty model jazdy, beznadziejne celowanie itd. To mnie najbardziej drażni w tych sandboxach.

– Nie da się też zmienić konfiguracji przycisków, a w niektórych przypadkach jakiś jełop je ustawiał – np. kiedy weźmiemy zakładnika to kwadrat to nie przeładowanie, a zabicie typa. Jedną z misji musiałem przez to powtarzać z pięć razy. Zdarza się też, że w misji jest pościg, ale jak się zna miejscówkę, to można wyprzedzić tego, kogo się goni… Takich momentów, gdzie fakt, ze gramy w grę wyłazi na wierzch jest sporo.

+ także w sumie miałem już zostawić tę grę, ale fabuła jest super. Bardzo mi się podoba, że stopniowo odkrywamy przeszłość naszego bohatera (z raportów), to jak wsiąka w świat przestępczy, jego rozmowy z oficerem prowadzącym – miodzio. Cieszą mnie też małe rzeczy, jak misja, w której śledzimy hostessę z klubu podległego mojemu gangowi – kończy się z deka zaskakująco. Tak samo randeczki wypadają fajnie.

+ specjalne wyróżnienie za misję z odzyskiwaniem tortu weselnego! Ona i wszystkie wydarzenia wokoło są rozegrane mistrzowsko, ale nie powiem nic więcej, żeby nie spoilować.

# zasadniczo nie lubię bijatyk, ale doceniam to, że w pierwszych godzinach SD nawet nie widzimy broni, a tylko nawalamy się po ryjach. Finishery z elementami otoczenia są spoko, nauka u mistrza kung-fu syci. Ale daję to w mieszanych uczuciach, bo zbyt często Wei Shen nie robił, tego, co mu kazałem. Batman z niego nie jest, niestety.

# gra z jednej strony wpada w poważne tony (lojalność, zemsta), ale z drugiej jest wiele fragmentów, które są rozegrane arcade’owo – np. strzelanie do kół samochodów podczas pościgów. Oprócz tego, że w trakcie jednego takiego możemy skasować z dziesięć pojazdów, to wygląda to jak z Just Cause. Ale w sumie mi to nie przeszkadzało.

– w drugiej połowie gra trochę traci tempo, choć może miało to związek z tym, że postanowiłem porobić trochę przysług (tych oznaczonych na mapce na zółto malutkich misji).

# co do zakończenia, to powiem tak – może być. Fabularnie niezbyt mnie zaskoczyło, ale przynajmniej nie mogę powiedzieć, żeby nie pasowało. Bardzo podobała mi się ostatnia scena z udziałem pani policjant, dla której rozwiązywaliśmy sprawy. Ale ogólnie wolałbym, żeby ta gra miała mocniejszy element RPG i żebyśmy mogli w końcu zdecydować kim stał się nasz bohater. Widać tu trochę chęć nie zamykania sobie dróg do ewentualnego sequela.

+ z mniejszych rzeczy, które bardzo mi się podobały wymieniłbym jeszcze dialogi – wiele było dobrze napisanych, no i te chińskie bluzgi wplecione w wypowiedzi (i barwnie przetłumaczone na polski)

+ ludzie zachwycali się też ściężką dźwiękową. Ja miałem za słaby sprzęt, żeby to docenić, ale zasadniczo zgadzam się, że wiele kawałków fajnych :-)

+ Hongkong nocą wyglądał superfajnie

– ale z drugiej strony tekstura imitująca głębię sklepu… (zobaczcie sobie na facebookowym page’u)

# z lekka kiepawo wyglądało też to, że z początku z zabicia człowieka w tej grze robi się wielkie halo (i fajnie), a potem zwyczajowo jak to w grach wyrzyna się bandziorów dziesiątkami. Że nie wspomnę o tym jak załatwiamy typa w ostatniej walce…

– szkoda, że nie było trofeum za oddanie wszystkich statuetek mistrzowi kung-fu, za to są trofea za znajdźki w każdej z czterech dzielnic osobno. Nie znoszę znajdziek :>

Musiałem się poważnie zastanowić jak ocenić tę grę, nawet korzystając z mojej prostej skali rewelacja – z przyjemnością – ujdzie – padaka. Ostatecznie daję C – ujdzie – ze względu na drugą część rozgrywki i ogólne niedopracowanie. Ale nawet mimo tego nie wiem, czemu Activision udupiło ten projekt (pierwotnie to oni mieli to wydać jako True Crime: Hong Kong). Wstydu nie robi.

Reklamy
Otagowane

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

gry fabularne, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

%d blogerów lubi to: