The One Ring – pierwsze wrażenia

W przeciągu ostatnich miesięcy mieliśmy trochę posuchę erpegową – zawsze komuś coś wypadało. Ostatnio udało się w końcu umówić, ale zamiast kontynuować kampanię w Unhallowed Metropolis Sting zaproponował sesję w The One Ring. W zeszłym roku czytałem podręcznik do tego systemu i bardzo mi się podobał, więc z przyjemnością skorzystaliśmy z okazji, by sprawdzić jak wypada w praktyce.

Gdyby ktoś nie wiedział The One Ring to gra rozgrywająca się w Środziemiu między Hobbitem a Władcą Pierścieni. Pierwsza podstawka wspiera granie w okolicach Mrocznej Puszczy. Grę wydało zacne brytyjskie wydawnictwo Cubicle 7, a jej autorem jest Włoch (Francesco Nepitello). Wydano ją w formacie: obwoluta plus dwa podręczniki, plus dwie mapy (dla graczy i MG) plus zestaw kości. Gra wykorzystuje k12 i k6, przy czym dostępne są specjalne kości, które zamiast 11 mają oko Saurona, zamiast 12 symbol Gandalfa, a na szóstkach odpowiednio oznaczone 1, 2, 3 i 6. Gra jest śliczna – podręcznik zdobią ilustracje m.in. Tomasza Jędruszka (Morano), a jedynym minusem wydania jest to, że jest klejone i po kilku sesjach podręczniki po prostu się rozwalają.

Poniżej wrażenia, w punktach:

+ tworzenie postaci jest szybkie i bezbolesne; jeżeli czegoś brakuje to jakiejś pomocy, która pozwoliłaby stworzyć też warstwę fabularną dla postaci. My losowaliśmy szczegóły pochodzenia i moim zdaniem zwyczajowo jak to przy losowaniu wyszło to fajnie.

+ zestaw umiejętności jest narzucony z góry, ale daje radę. Super wychodzą też w praniu umiejętności typowe dla Śródziemia, jak song, którego z pięć razy testowaliśmy na sesji :-)

+ szkoda, że nikt z graczy się nie wgryzł wcześniej w podręcznik, bo jednak jakieś minimalne rozeznanie trzeba mieć, bo potem podczas wyprawy wybiera się Zwiadowcę, Przewodnika, etc. i jednak ktoś te Travel czy Explore musi mieć. Ja zostałem drużynowym Zwiadowcą (Scout) i od razu znalazłem skarb ;-)

+ na pierwszy rzut oka mechanika Nadziei i Cienia (Hope/Darkness) wydaje się super pomyślana. Bohaterowie mają z początku sporą pulę punktów Nadziei (pozwalają dodawać atrybut do wyniku testu), ale te punkty bardzo trudno się odnawiają (praktycznie jeden na sesję, bo z pulu liczącej tyle punktów, ile postaci) i od początku trzeba myśleć, czy warto je wydawać czy jednak na sukcesie aż tak nam nie zależy (bo kiedy w przyszłości Cień przewyższy naszą pulę Nadziei jesteśmy podatni na szaleństwo i nasza postać przechodzi czasami pod kontrolę MG). Działa to o wiele lepiej niż np. punkty Moxie w Eclipse Phase, które są zbyt przypakowane.

+ bardzo fajnym pomysłem są specjalizacje (np. Mirkwood-lore, Herb-lore, Shadow-lore z tych, które ma moja postać) – w sytuacji, jaka odnosi się do posiadanej przez nas specjalizacji gwarantuje ona automatyczny (choć marginalny) sukces. W praktyce sesyjnej działa to bardzo fajnie. Podobnie wyróżniki naszej postaci (distinctive features).

 + rozwój umiejętności także pomyślalo z głową – za sukcesy w testach umiejętności zbieramy pedeki, ale wydać je możemy dopiero po zakończonej przygodzie – nie sesji. Pomyślane jest to z takim zamierzeniem, że pomiędzy przygodami postacie mają czas szkolić się, rozwijać umiejętności itp.

 # co do poziomów trudności muszę się jeszcze zastanowić. Niby podstawowy jest 12, ale często na pierwszej sesji testowaliśmy pod 14stkę i wtedy umiejętność na jeden nic praktycznie nie daje.

 # trochę dziwne jest, że w walce najpierw działają wszyscy bohaterowie, a potem wszystkie potwory. Za to pomysł na różne postawy i uzależnioną od nich trudność (na raz) trafienia w nas i w przeciwników brzmi nieźle.

 + rzeczy, które dostaje się z Valour/Wisdom (specjalne umiejętności lub przedmioty) są mocne i bardzo fajnie. Podobnie Cultural Blessing.

+ kości są super – czytelne, ale klimatyczne. Nie tak jak 90% kości na rynku, gdzie wydaje się, że wynik jest tylko dodatkiem do jakichś syfskich zawiajsów.

+ wbrew moim obawom jest się czego fabularnie doczepić w świecie i dość szybko udało nam się zaczepić w nim nasze postacie.

# Sting pokazywał nam niektóre bestie z bestiariusza. Ja do trolla nie podchodzę, co za monstrum! :-)


Ogólnie pierwsze wrażenie w pełni pozytywne, czekam na następne sesje.

Reklamy
Otagowane

3 thoughts on “The One Ring – pierwsze wrażenia

  1. drozdal pisze:

    Czyta się te wrażenia, prawie jakbyś grał w Mouse Guarda:D

    Ale pewnie ja mam skrzywienie, a jak mnie pamięć nie myli to Francesco przed ToR opracowywał gry planszowe, coby rozjaścniało kwestie wyboru niezbyt standardowego podejścia do rozgrywki (adventure / Fellowship phace) itp.

  2. punkt K pisze:

    […] U repka grałem w jego autorskiego Warhammera, u Magdy w rewelacyjne Jigoku, u Stinga m.in. w The One Ring (ale za mało!), u Fedora m.in. w Numenerę (też za mało!). Same dobroci :-) W sumie kiedy teraz […]

  3. […] fajnie, ale to nie było to, co chciałem osiągnąć) – to nas kieruje do bardzo dobrego The One Ring. Ale w sumie to nie wiem. Sprawa jest […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

gry fabularne, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

%d blogerów lubi to: