Titanfall na X360 – pierwsze wrażenia

Ach, Titanfall. Zaczarował zajawkami i rozczarował wyłącznością dla platform Microsoftu. Dwa razy opóźniany na X360 – wreszcie wylądował w niemal zupełnej medialnej ciszy ze strony wydawcy. Jak wypada w konkurencji z innymi multi – Killzone, Battlefieldem czy CoDem?

Na początek dwa słowa o tym w jakich okolicznościach przyrody ląduje Titanfall na X360. Xbox One nie ukazał się w Polsce (poza tym 2 kafle za jedną grę, to lekka przeginka). CoD: Ghost okazał się być zawodem (moim zdaniem ma denny kod sieciowy). Battlefield 4 rokował  dobrze, ale już na starcie miał problemy, a potem tylko z każdym patchem się staczał. Killzone nie rokował, ale okazał się ładny i przyjemny, choć może nieprzesadnie wciągający. Piłka w grze, krótko mówiąc.

Jeszcze przed plusami i minusami uwaga na marginesie: hej, Ubi, nie opieprzacie się zbytnio? W zeszłej generacji mieliście choć Ghost Recon Future Soldier z przyzwoitym multi, a teraz nic. Activision, EA, SCE mają swoich zawodników, a wy nic.

OK, a teraz plusy i minusy:

– pierwsze wrażenie – na X360 jest takie sobie. Rozpieprzającym akcentem jest literówka na ekranie tytułowym. Poza tym gra ma okropne, rozmazane tekstury, wiele plansz jest w kolorach szaroburych, rozdzielczość też nie pomaga w kontrolowaniu tego, co się dzieje. A że gra ma ostre tempo, to to trochę drażni.

# konwersja Bluepoint games – w sieci mówi się, że jest solidna, ale tak naprawdę widziałem w tej grze – przenikające się obiekty i dogrywające się w trakcie meczu tekstury. Także jest umiarkowanie solidna. Ale [przynajmniej nie ma takich glitchy jak w Battlefieldzie.

– kampania – nie jestem zupełnie na nie względem tego pomysłu na kampanię – my sobie gramy w mecze multi, a w tle BNi coś sobie gaworzą i tak poznajemy fabułę. Niestety, w Titanfall spieprzyli ten pomysł na spółkę Respawn oraz EA Polska. Najpierw o Respawn – zazwyczaj sednem kampanii dla pojedyńczego gracza jest to, że to my jesteśmy ważni. My przeżywamy przygody. W Titanfallu jesteśmy tylko tłem dla historyjki, która rozgrywają między sobą nasi dowódcy. Żeby jeszcze zwycięstwo w poszczególnych meczach prowadziło do innych wątków w fabule (wtedy razem z innymi graczami bylibyśmy chociaż bohaterem zbiorowym, nie?). Ale nie, nic się nie zmienia czy wygraliśmy, czy nie. Słaaaabo! Słabo tym bardziej, że możliwości były – jest kilka map, które nie pojawiają się w kampanii, a istnieją w zewnętrznym multiplayerze.

– polonizacja kinowa, kto zatwierdził ten debilny pomysł?! – tutaj sprawę spieprzyło dokumentnie EA Polska. Kampania w Titanfallu opiera się na tym, że my sobie gramy, a w tle ludki opowiadają fabułę. Tylko jak opowiadają po angielsku to trzeba by się na tym skupiać, żeby w pełni wyłapać, co się dzieje. Ale Titanfall to bardzo szybka gra, w której trzeba się skupiać na czym innym i nie ma czasu czytać jakichś chromolonych napisów. Ja zagrałem pełną kampanię tak na oko po 3 razy na stronę i nadal nie do końca czaję niektóre “zwroty akcji”.

# kampania – nie przeszkodziło mi to solidnie ograć kampanii, żeby zdobyć całkiem urocze trofea za zwycięstwo w każdej z kampanijnych potyczek. To było cool, chciałbym jeszcze trofeum za obczajenie wszystkich możliwych ścieżek fabularnych takiej kampanii, szkoda, że jest tylko jedna, pokazana z dwóch stron. A przecież, gdyby takie możliwości były, to potencjał replay’owy kampanii zwiększyłby się kilkukrotnie (te 9 składających się na nią meczy da się ograć w dwie godzinki).

++ gameplay – kod sieciowy wydaje się być solidny, rozgrywka jest szybka i różnorodna. Juz samo bieganie z podstawowym karabinem i przełączanie się co jakiś czas na tytana jest miodne. A przecież można jeszcze grać dając tytana na wabia i grając tylko jako pilot, albo przeciwnie, nastawić się glównie na walkę tytanem, albo grać z oddali snajperką itd. Ja grałem głównie podstawowym SMG oraz drugą snajperką i obu przypadkach bawiłem się świetnie. Bardzo solidna gra.

#D-pad – boju, jaki D-pad w xboxowym padzie jest mierny! Ciągle działa nie tak jak trzeba. Żal.

++ epilogi – genialny miał ktoś pomysł z epilogami. Można przegrać mecz, ale cieszyć się po nim jak dziecko, kiedy uda się w ostatniej chwili załapać na statek ucieczkowy. To trochę jak zesnajpienie kogoś z setek metrów w Battlefieldzie podniesione do drugiej potęgi – mega pozytywne wydarzenie w gatunku, który składa się głównie z zaciętej rywalizacji i bluzgów. Mi udało się to dopiero po kilkunastu meczach (zazwyczaj ginie się gdzieś po drodze, a w epilogu nie ma już respawnów), więc i trofik za pierwszą ewakuację jest miłym dodatkiem. Oj, sorry.. Aczik.

# wygląd – do brzydoty Titanfalla na X360 można się przyzwyczaić – niektóre mapy potrafią nawet wyglądać okej. A jeżeli już o nich mowa:

+ mapy – są zróżnicowane, dość dobrze zaplanowane, pełne miejsc do biegu po ścianach, zachęcające do prób podejścia przeciwnika dzięki przewadze wysokości. Mi bardzo się podobały. Szkoda tylko, że Tytany nie robią rozpierduchy w otoczeniu, no ale to nie Battlefield.

# tryby – ja grałem tylko w ten ichniejszy team deathmatch i hardpoint domination. Dominacja fajna. Deatchmatch nawet ciekawy, przez to, że można trochę punktów nabić na botach (co jest nawet spoko – można sobie w nich np. posnajpić i szybciej zdobyć tytana).

# boty – głupie, ale czasami przydatne – raz, że większy zamęt (zdarza się, że nie wiadomo, kto z trójki, która wybiega zza winkla jest botem = nasz zgon), dwa, że można na nich nabić punktów.

+ czas życia na jednym respawnie – zdarza się, że w trakcie kilkunastowego meczu zginie się raz, dwa albo w ogóle wcale. Bo a to trochę pozabija się botów, a to trochę poucieka w maskowaniu, złapie tytana, po jego zniszczeniu katapultuje się i ucieknie itd. To, co pokazywali na premierowych gameplay’ach zdarza się faktycznie w coponiektórych meczach. Oczywiście jak ktoś biegnie na pałę, jak jak niekiedy, to można np. trzy razy pod rząd dać się rozdeptać temu tytanowi w ciągu 60 sek, ale takie akcje to rzadkość a nie norma, jak w CoDzie.

# bajerki i brak bajerków – np. jednorazowe karty są bardzo fajnym pomysłem. Masz je na jedno życie i zrobisz użytek jak potrafisz. Czasami jest to bardzo przydatne (np. dodatkowa moc atomowej eksplozji przy katapultowaniu się z tytana – można przy pewnej dozie szczęścia dwa razy na jednym życiu skorzystać), a czasami włączasz kartę, wybiegasz zza winkla, dostajesz strzała i po karcie. Za to grze zdarzają się debilne wpadki – np. nie można nadać nazw swoim własnym klasom. Niestandardowy pilot 1 – ale super to brzmi :>

# czas gry? – no nie wiem. Gdybym miał dużo ziomów na X360, to pewnie bym w to grał. Ale nie mam. Gra się świetnie, ale multigry, to jednak przede wszystkim społeczność. Także pewnie Titanfall skończy u mnie jak Killzone: Shadow Fall – pogram te 30 godzin i tyle, starczy.

Werdykt na X360: B – z przyjemnością

Skala: A – rewelacja – B – z przyjemnością – C+ – można – C – ujdzie – D – padaka

EA spieprzyło sprawę “sprzedając” pierwszego Titanfalla Microsoftowi. Gra sprzedawałaby się jak szalona na PS4 i wyglądałaby ze dwa razy lepiej. Nieprzemyślana “kampania”, brak polskiego dubbingu i niezbyt piękny wygląda to jedyne poważne braki Titanfalla na X360. Trzymam kciuki za kolejną część, a w międzyczasie jeszcze sobie troszkę pogierzę w tę. Jest tego warta.

Reklamy
Otagowane ,

2 thoughts on “Titanfall na X360 – pierwsze wrażenia

  1. Rag pisze:

    Grałem na PC – jest o niebo lepiej niż na X360 ;)

    • kaduceusz pisze:

      Mój piec już stary, nie da się na nim odpalić TF. Szkoda, bo chciałem zagrać w betę, a nie mogłem.

      Poza tym B to jest jednak z przyjemnością, a nie „ze zgrzytaniem zębów”. Da się grać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

gry fabularne, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

%d blogerów lubi to: