Zapiski z Odludzia[18] S2E3: Książę Bort

sesja z potrójnym mindfuckiem.

Odludzie to moja kampania prowadzona na Wstędze 4, z pustkowiem, tajemnicami, odrobinką westernu i sporą dawką fantasy.

Grają:

  • Duch – psychopies, dawny dowódca upadłej Twierdzy
  • Bort – młody barbarzyński książę w potrzasku
  • Krono – Heiron undercover

BNi:

  • Namala – matka Borta, niby spokojna osoba, ale potrafiąca wbić żądło Masmie
  • Masma – kupiec, miglanc, awanturnik; pragmatyczny skurwiel
  • Brzytwa – barbarzyńca, właściciel Krono, obdarzony dużą wyobraźnią
  • Othem – niespodziewany bohater tego odcinka, Ostatni Strażnik Muru
  • Randa – piękna kuglarka, która nie ma szczęścia do wybawicieli
  • Torg – niegdyś kowal w Nowej Nadziei, teraz Pogromca Barbarzyńców na ringu w Twierdzy; wuj Borta
  • Jama – młody krwiożerczy wódz barbarzyńców, który aktualnie jest na fali
  • Skaza – żona Xybera, cwana barbarzyńska staruszka
    and last but not least
  • Xyber – szaman, przywódca barbarzyńców, ale także Duncan Greyhound, dawny dowódca Twierdzy

Sesja 18, raport graczy:

[Sen Borta i rozmowa z matką]

Przez zimne ściany zrobione z kawałów odpadającego Muru przenika chłodny powiew świszczącego wiatru. Uczucie zupełnie jak w rodzinnym domu w Nowej Nadziei. Bort otwiera oczy i czuje, że coś go przygniata. Leży zmiażdżony przez rozpadający się Mur. Nic już nie czuje, umiera pochowany przez dom, w którym przyszedł na świat. Wpatrzone w niego oczy matki wyrywają go z półsnu, sennego koszmaru. Jest Twierdzy nad Wyrwą w Murze, razem z matką. Obydwoje żyją. Ale czy tylko nie odwlekli przeznaczenia, jakie zapisane jest mieszkańcom Nowej, czy raczej Pogrzebanej Nadziei?

Wiatr smaga ich oblicza. Pojedyncze ogniska dogasają, a tylko kilka postaci jeszcze nie śpi. Na dziedzińcu rozłożyła się olbrzymia skrzydlata bestia, spętana łańcuchami. Na niebie przelatuje skrzydlata bestia, próbując przebudzić umarłych, by dali jej pożywienie. Serce matki Borta przepełnia troska, a oczy smutek. – Jestem tutaj uwięziona synu. Uczyniono mnie żoną Jamy. Niosą mnie piaski pustyni na nieznane wydmy. Jeżeli nie popłynę z nimi, pochłoną mnie. Tobie grozi jeszcze większe niebezpieczeństwo. Jama pożąda władzy, a ty możesz stanąć mu na drodzę – słowa matki przepełnione są goryczą.

Bort obiecuje matce ratunek. Jak niegdyś ojciec, wyciągnie ją z ramion śmierci. Jak przepowiedział Duch, z chłopca stanie się mężczyzną. Matka, choć pogodzona ze swym losem, zgadza się na ucieczkę. Przechodzący obok gwardzista zdaje się nie słyszeć tego. Skupiony jest na dostarczeniu ważnej wiadomości dla dowódcy.

[Tarapaty Heirona]

Radość ze służącej pozwala na chwilę zapomnieć Heironowi, że sam jest czyimś sługą. Brzytwa za to doskonale o tym pamięta. Postanawia, że Krono będzie go reprezentować na arenie. Jeśli jutrzejszego dnia wygra pojedynek na śmierć i życie z Torgiem Pogromcą Barbarzyńców, wygra życie podwójnie – odzyska wolność.

Heiron chce, by Randa jak najszybciej opuściła twierdzę. – Brzytwa domyśla się kim jestem. Nie wyjdę żywy z areny. Muszę „sprzedać cię” Masmie. To twoja jedyna szansa na wydostanie się stąd – proponuje Heiron, na co Randa ochoczo przystaje – W takim razie zaprowadź mnie do Masmy.

[Duch zabija tresera psychopsów]

Duch szuka tresera psychopsów, barbarzyńcę posiadającego artefakt łamiący ich wolę. Ale tym razem to wola tresera jest słabsza i delikatna sugestia Ducha sprawia, że przez resztę nocy oddaje się pijaństwu i czczym przechwałkom, wedle którym nie straszny mu nawet psychopies – albinos Upiór. To kolejny strzępek informacji o tym tajemniczym psychopsie. Kolejny trop, który być może doprowadzi Ducha do prawdy o sobie samym.

Duch zabija tresera i niszczy jego totem. Przedmiot płoszy bestię, która tkwi we wnętrzu Ducha. Duch traci kontrolę nad sobą samym. Odzyskuje ją w momencie, gdy miał właśnie uciekać sekretnym przejściem, którym się tu dostał. Niestety barbarzyńcy odkryli przejście. Uzbrojony oddział dzikusów schodzi do podziemi.

[Bort negocjuje z Masmą]

Bort udał się na rozmowę z Masmą przekonany, że ten ślepo wykonuje polecenia Wyroczni i na zawołanie uratuje jego matkę. Jednak Masma jest biznesmenem. Nie stawia wszystkiego na jedną szalę. Nie zamierza zadzierać z barbarzyńcami. – Musimy grać w tę grę – przekonuje. Wie, że lekkomyślna ucieczka może skończyć się śmiercią wszystkich. Lepiej być w złotej klatce niż drewnianej trumnie.

Ale nie dla Borta. Nie chce dla matki losu niewolnicy. Gotów jest oddać Masmie swój artefakt ochronny. – Ale czy to uratuje mnie i moją bestię? Muszę się zastanowić… Bort i Masma spoglądają na siebie i powietrzu pojawia się tylko jedno słowo – Tchórzysz? – wypowiedziane przez Namalę. Wtedy w Masmie coś pęka. Przystaje na ryzykowny plan „porwania” królowej Namali.

[Duch odnajduje Heirona; Randa opowiada o swych losach]

Nie udaje się przykryć znamion strażnika na palcach Heirona. Nie ma czym zapłacić za drogie barwniki. Ujawnienie tożsamości renegata wydaje się być nieuchronne. Nie pomaga mu też obecność Ducha przy boku. Randa jest strwożona widokiem psychopsa, a Brzytwa nabiera kolejnych podejrzeń.

Ale nie tylko Heiron ma za sobą trudną przeszłość. Jego nowa towarzyska dzieli się smutną historią. Po tym jak Draran uratował jej życie, Miasto nad Murem zmieniło je w piekło. – Ludzie po tej stronie Muru czasem nie różnią się niczym od barbarzyńców. Sprzedano mnie kapłanom Matki Natury, a potem strażnikom w Twierdzy. W końcu trafiłam w ręce barbarzyńców. Użyto mnie, a następnie wykorzystano – po jej słowach zapada grobowa cisza.

[Sąd nad schwytanymi strażnikami]

Gwardzista znów spieszy do Jamy z nowymi wieściami. Ujawnione przez Ducha przejście odkryło tunele, w których ukrywały się niedobitki strażników. Los jaki dla nich szykuje Jama to okrutna śmierć, a wpierw upokorzenie. Ale przyzwany przez niego Bort nie podziela okrutnych zamiarów przywódcy barbarzyńców, a oczarowany młodym księciem tłum zdaje się go popierać.

Jama ustępuje i zgadza okazać łaskę tym jeńcom, którzy przystaną do barbarzyńców. Trzech zrzuca pierścienie, ale życie jakie ocalili, nie będzie lepsze niż śmierć. Od teraz mają się zachowywać jak psy. Kopane, pogardzane przez barbarzyńców, których mają traktować jak ukochanych Panów.

Nie zgadza się na pokłon Jamie tylko jeden. Ten jeden, ostatni Strażnik Muru. Muru, którego już nie ma. Idzie na śmierć wierny ideałom. Wszyscy dookoła nagle wydają się przy nim tacy mali. Ale nie Jama. Zaraz go zmiażdży jak karalucha. Ale Heiron podstępem chce dać mu szansę uniknięcia śmierci. – Na arenę z nim! – krzyknie, a tłum będzie krzyczał wraz z nim.

[Personal drama Heirona]

Heiron zaczyna żałować swego życia i z żalem patrzy teraz na los strażnika, który pozostał wierny swym przyrzeczeniom. W przekonaniu Heirona Masma jak zwykle zdradził i odleciał sam (nie wie jeszcze nic o planie Borta i Masmy). Nie udało się więc ocalić Randy. A pragnął ocalić choć jedną osobę, aby ocalić samego siebie, ocalić duszę potępieńca. Ale znów los obraca się przeciwko niemu. Czy jest ratunek dla duszy Heirona?

Ale Duch docenia czyn Heirona. Widzi w nim bohatera, a nawet swego wybawcę. Kto wie czy kilkanaście lat temu, gdy był człowiekiem i służył na Murze, sam nie znalazłby się w rękach barbarzyńców. Czy znalazłby się wtedy ktoś taki jak Heiron i go uratował? Duch zamierza stanąć do walki na arenie przy boku Heirona. I wtedy Brzytwa dodaje jeden do jednego, zaczyna kojarzyć fakty.

[Jama przejrzał plan Borta]

W pałacu na Borta czeka już Jama. Już wie co się stało. Wie, że Namala uciekła, a Bort i Masma go okłamali. I choć dla niego Bort to tylko półkundel, najgorsze ścierwo, to bardziej mu się przyda żywy niż martwy. Przynajmniej na razie, do czasu odzyskania żony i spłodzenia z nią syna.

Bortowi nie w smak upokarzające słowa Jamy. Nie zamierza się kajać. Na poparcie swych słów wyciąga magolwer. Tyle że Jama jest na tyle hardy, by wiedzieć że młodziak w niego nie strzeli oraz na tyle zwinny, by mu go wyrwać.

– Wszyscy jesteśmy sługami pustyni, sługami Xybera, przestańcie natychmiast! – dalszemu rozwojowi wypadków zapobiegają słowa starej barbarzynki Skazy. Jama popycha Borta jak szczeniaka, w ten sam sposób, w jaki popychano go w Nowej Nadziei. Chłopak podwija ogon i posłusznie rusza za kroczącym pewnym krokiem wysokim, nieustraszonym przywódcą barbarzyńców. A więc tak wygląda życie w złotej klatce.

[Na arenie]

– Po jednej stronie staje Torg, zwany Pogromcą Barbarzyńców wraz z Ostatnim Strażnikiem Muru – herold przedstawia zgromadzonym wokół areny stojącej na niej gladiatorów. Widać jak Brzytwa szepcze mu do ucha – Na przeciw nich staje ten, który wędrował i nauczał, a wszędzie gdzie był on, była z nim jego bestia. To Johannah, a przy nim bestia zwana Duchem.

Zdumienie Heirona, który w ciągu kilku godzin zdążył być barbarzyńcą Krono i eremitą Johanahem jest nie mniejsze niż publiczności, która nie spodziewała się powrotu Proroka i to w takim miejscu. – Z areny żywi mogą wyjść tylko dwaj wojownicy. Pozostali muszą zginąć – na znak herold rozpoczyna krwawe widowisko.

Duch jest pełen podziwu dla Strażnika i nie pozwala swojej wewnętrznej bestii go zabić. Choć wszyscy wokół myślą, że tak właśnie nie stało. Ale to zbroja pęka nie kości, a upadek jest tylko utratą przytomności nie życia.

Za to Krono w walce z Torgiem nie okazuje litości. Wie, że musi zabić, by przeżyć. To samo wie Torg, ale Krono jest szybszy. Te przykrótkie widowisko i tak by nie trwało dłużej. Przerywa je pojawienie się Xybera.

[Xyber = kapitan Duncan Greyhound?]

Stara barbarzynka stoi u jego boku gdy wysiada z lektyki, choć jeszcze przed chwilą Bort widział ją obok Jamy. Xyber wygląda jak postać na obrazie z komnaty dowódcy, tylko że znacznie starsza. – To Duncan Greyhound, dawny dowódca Strażników, teraz Xyber, przywódca nasz wszystkich.

Duch nie wierzy własnym oczom. Do jego uszu docierają tylko strzępki z tego co głosi Xyber. Obiecuje wolność niewolnikom i śmierć kapłanom. Kim ja jestem – pyta Duch samego siebie, ale żadna odpowiedź nie pada.

Wydarzenia spisane przez MG:

  1. Bort ma koszmar, w którym główną role odgrywa jego dawna wioska – Nowa Nadzieja. Budzi się przy matce i namawia ją, by uciekali z twierdzy, która stała się dla nich pułapką.
  2. Heiron/Krono dowiaduje się od Brzytwy, że ten wystawia go do walki na arenie. Postanawia sprzedać Randę Masmie, by po jego śmierci nie wpadła w ręce Brzytwy.
  3. Duch pałęta się po Twierdzy. Napotyka barbarzyńcę-tresera psychopsów, zabija go, niszczy jego totem, ale w wyniku wyładowania energii traci kontrolę nad sobą i na jakiś czas daje się prowadzić psychopsu, którego ciało zamieszkuje.
  4. Masma stawia się Bortowi – nie chce ryzykować ucieczki, bo mogłoby to oznaczać śmierć jego skrzydlatej bestii – Królowej Niebios. Przekonuje go dopiero głos Namali.
  5. Heiron/Krono z Randą napotykają Ducha. Randa boi się bestii, ale Heiron zgarnia ją z ulicy. Dziewczyna opowiada swą ponurą historię Heironowi. Idą do Masmy, ale nie docierają na czas (Masma ucieka z Namalą podczas zamieszania wynikłego w następnej scenie i nigdy się nie spotykają).
  6. Bort jest świadkiem, jak z podziemi (które odkryto przez działania Ducha) wywleczeni zostają ostatni strażnicy. Jama chce zabawić się z Bortem, wysondować go, każe mu przeprowadzić nad nimi sąd. Bort oświadcza, że ci, którzy wyrzekną się służby w straży zostaną barbarzyńcami. Tylko jeden tego nie robi. Ten “Ostatni Strażnik Muru” zostaje (dzięki okrzykowi Krono) skazany na walkę na arenie.
  7. Tuż po sądzie, w pałacu Jama konfrontuje się z Bortem. Porwano jego żonę – Namalę, upokorzono go. Bort wyciąga magorewolwer, ale Jama jest w stanie go pokonać. Sytuację rozbraja barbarzyńska kobieta (jak się wkrótce okaże – żona szamana Xybera, Skaza). Razem wyruszają obejrzeć walkę na arenie – Bort pod strażą. Jama nie zamierza wypuścić go z rąk.
  8. Na arenie okazuje się, że przeciwko sobie stają Heiron/Krono oraz Duch (zapowiedzeni jako… Johannah i jego bestia) a po drugiej stronie Ostatni Strażnik Muru (Othem) oraz Torg, Pogromca Barbarzyńców (wuj Borta). Krono na oczach Borta zabija Torga. Duch udaje, że zabija Othema, ale tak naprawdę tylko pozbawia go przytomności.
  9. Zwycięzców oklaskuje właśnie przybyły szaman Xyber. Duch jest w szoku – Xyber przedstawia się jego dawnym imieniem – wygląda tak samo jak człowiek z malowidła – Duncan Greyhound, legendarny obrońca Twierdzy nad Wyrwą w Murze. Kiedy Xyber ogłasza wszystkim, że niewolnicy zostają uwolnieni i utworzą nowe plemię – plemię Szarańczy – Duch zachodzi w głowę kim właściwie jest on sam.

plains-and-environments.barbarian-ring

To była syta sesja. Śmiało mogę rzec, że jedna z najlepszych w kampanii. W dodatku udało mi się doprowadzić do dwóch bombastycznych momentów – takich, w których wszystkim na sesji błyskają oczy i wiadomo, że dzieje się erpegowa magia. Zacznijmy od ujawnienia Xybera.

Na koniec poprzedniej sesji mieliśmy ujawnienie tajemnicy dla Borta, które stawiało go w wyjątkowej sytuacji. Pod koniec tej mieliśmy ujawnienie tajemnicy dla Ducha, chyba nawet mocniejsze. Żeby było zabawniej – oba te “reveale” wymyśliłem pomiędzy sesjami, podczas posesyjnych rozkminek. Panowie i Panie, oto potęga improwizowanej kampanii – czasami trzeba tylko siąść i zobaczyć, które kawałki układanki (powstałej na sesjach i w trakcie prepu) do siebie pasują.

Kiedy Tomek tworzył Ducha i na naszym pierwszym odludziowym spotkaniu (kiedy przedstawiałem prezentację z opisem świata) opisał mi swój koncept, pomyślałem sobie: “Człowiek przeklęty przez szamana, zamieniony w psa. Konwertujemy na świat sci-fi, którym w istocie jest Odludzie, i mamy szalonego naukowca, który przegrywa umysły. A więc nie – zamieniony magią, a przegrany za pomocą technologii, która wygląda jak magia.” Ale to jeszcze nie było to.

Po którejś sesji siadłem sobie i rozkminiałem na temat postaci i tego, co można z nich wyciągnąć. Robię to za pomocą prostej techniki, którą nazywam dopisywaniem sensów i bardzo polecam. Jeżeli nie jest jeszcze wymyślone, dlaczego jakieś wydarzenie miało miejsce pytam – “co motywowało tego bohatera?”. Jeżeli jakiś przedmiot pojawił się na sesjach, ale potem gdzieś zniknął pytam “kto może go teraz mieć?” Jeżeli jacyś dwaj BNi są z podobnych okolic pytam “czy się znają? jakie są między nimi interakcje?” I tutaj zapytałem siebie tak: “Xyber przegrał Duncana Greyhounda do ciała psychopsa. Dobrze. Ale co właściwie zrobił z ciałem Duncana?” Po czym podniosłem głowę i rzekłem “O, kurwa.”

Mniej więcej taki sam efekt miało to na zakończenie sesji. Duch miał już kilka ładnych sesji za sobą. Z początkowego niemego bohatera, który podróżuje za eremitą i wkrada się innym do snów, zmienił się w bestię, zdolną zabijać innych BG, zmieniać w budyń BNów, w przewodnika stada ludzi. A teraz widzi samego siebie, starszego o upływ lat i tym nim jest szaman Xyber, który go przeklął. Więc kim jest Duch?

Pomysł, który wpadł mi do głowy, był nieco zamotany – Xyber musi żyć już na tym świecie naprawdę długo. Żeby to zrobić musi przegrywać swój umysł w kolejne, młode ciała, wcześniej kasując ich osobowość. Pojmany podczas przegranej lata temu Bitwy pod Twiedzą na Wyrwie w Murze kapitan Duncan Greyhound jest szczególnie cennym kąskiem, bo pozwoli zamieszać w głowach ludziom, którzy na co dzień nienawidzą barbarzyńców. Kiedy barbarzyńska armia uderzy ponownie, to okaże się, że ich wódz jest dawnym obrońcą Pustkowi. I że teraz nawołuje do walki przeciwko Miastu nad Wodospadem, centrum cywilizacji.

Oczywiście Duch o tym wszystkim niczego nie wiedział, nie pod koniec tej sesji. Uczynienie z tego reveala cliffhangera sprawiło, że siadł on idealnie, co widać w końcówce raportu Tomka, powyżej. Lepiej mi to wyszło niż przegadana sesja z wielkim revealem pod koniec pierwszego sezonu. Jak widzicie jestem z tego mega zadowolony.

post_apocalyptic_fantasy_ranger_guy_with_mole_rat_by_sirhanselot-d6yhua9

Nie mniej zadowolony jestem z pomysłu, który wpadł mi do głowy pod czas tej sesji i był zupełnie nieplanowany. Kiedy Heiron-Korono odnalazł na sesji Ducha i zaczął z nim chodzić po ulicach twierdzy (co nie było bardzo dziwne – w Twierdzy było sporo psychopsów), to pomyślałem, że Brzytwa, jego właściciel, który zawał już sobie sprawę, że Krono nie jest barbarzyńcą, może pomyśleć za daleko i wziąć go za proroka Johannaha, o którym słyszał.

Tutaj jest pewna dziura w tym, co wymyśliłem, a co pokazałem na tej konkretnej sesji. Z tego co pamiętam miałem wtedy wymyślone, że młody kultysta Johannaha, Ear (którego na czternastej sesji Waka Waka wysłał do Twierdzy, by on i jego ludzie zostali Strażnikami Muru) zaczyna odczytywać przepowiednie Johannaha o nadejściu mesjasza jako zapowiedź nadejścia… Xybera. W efekcie kult Johannaha wspiera barbarzyńców. Tylko w ferworze wydarzeń na tej sesji Ear jakoś mi umknął. Użyłem go na następnej.

Tak czy owak gdy dochodzi do walki na arenie Brzytwa przekazuje informację, że Duch i Krono to tak naprawdę Duch i Johannah. Wydało mi się to zabawnym powrotem do tego duetu, na metapoziomie, bo to Andrzej kiedyś grał Johannahem. Tak jak pisałem eremita był i będzie jeszcze obecny w tej kampanii. Wyszło to bardzo fajnie i choć potem nie pociągnęliśmy tego bardzo mocno (jak zobaczymy na następnej sesji), to i tak jestem z tego zadowolony.

1000x546_643_Saltmine_2d_illustration_concept_art_ruins_horses_warriors_skeletons_fantasy_picture_image_digit

Sama walka na arenie była jednocześnie spoko i do dupy. Była spoko, bo w pewnym sensie była powtórzeniem sceny z Wieży Malga. Ojczym Borta – kowal Torg, teraz z znany jako pogromca barbarzyńców przeciwko Krono, a więc Heironowi. Wtedy stawali przeciwko sobie i Bort mógł wybrać stronę, teraz pozostaje mu patrzeć.

Dlaczego walka byłą do dupy? Bo powinienem był dać więcej hapeków Torgowi. Krono/Heiron pokonał go w rundę (możliwe, że dzięki przebiciu) i nie mieliśmy okazji nacieszyć się tą walką. Z drugiej strony Duch był o wiele bardziej zadowolony z jej przebiegu, bo udało mu się (mimo narzuconego przeze mnie poziomu trudności) nie tylko przeżyć walkę z Othemem, ale uratować go – ogłuszyć, ale w taki sposób, że obserwatorzy pomyśleli, że skręcił mu kark.

Używaliśmy już wtedy nowych zasad reputacji – za każdy punkt stylu można było kupić wpływ na BNa. Tomek wydał go na Othema, by ten przekazał kluczowe informacje o Twierdzy komendantowi Chetowi z Miasta pod Południowo Wschodnią Bramą w Murze. Pozwoliło to potem odbić Twierdzę.

No dobrze, było o Krono/Heironie, było o Duchu, ale tak naprawdę to nazywam te trzy sesje (poprzednią, tę i następną) Trylogią Borta. Wyprawa do Twierdzy to była jego misja.

Na początek o tym, co mogło zostać użyte, ale nie zostało i w końcu zagubiło się. Agrel, kamrat Wyroczni, podarował na tę wyprawę BG wór z kośćmi – ale to nie był jakiś zwykły wór – te kości potrafiły ożyć dzięki magicznej różdżce. Z jakiegoś powodu w końcu ten artefakt nie został użyty, więc nie będę się teraz zagłębiał w to jak moim zdaniem miał działać.

Bort miał na tej sesji kilka mocnych scen. Na rozgrzewkę poszedł koszmar oraz rozmowa z matką. (Tomek Sokoluk zwrócił mi ostatnio uwagę, że mogłem tutaj wpleść jakieś wspomnienie o ojcu Borta – jeden z tych doskonałych pomysłów, które przychodzą nam na myśl lata po fakcie :-) Potem, mając już plan wydostania Namali z Twierdzy (i nadal wierząc, ze wszystko pójdzie szybko – zawijamy Namalę i spadamy, zupełnie jak kiedyś z pewną lektyką…) Bort idzie z nim do Masmy i tu pierwszy zonk.

Zawsze chciałem, żeby Masma był takim trochę niepokornym bohaterem. W końcu to nikt inny jak on mało nie zabił Borta zatrutą kosą pod żebro (w Wieży Malga). Szczwany lis i doświadczony podróżnik – Masma nie chce tak po prostu spieprzyć i na długo zamknąć sobie drogę do kontaktów z barbarzyńcami. Odrzuca plan Borta i mówi mu, że teraz nie czas na to. Mieliśmy tutaj mocną scenę mechanicznego pojedynku, w którym o zwycięstwie Borta zadecydowała ostatnia kość z puli (kość wsparcia od Namali, o ile dobrze to pamiętam). W końcu Masma ugiął się. Potem zagrałem nim tak, ze przy pierwszej okazji zwiał z Namalą, zostawiając Borta na lodzie, więc ostatecznie i spełnił jego życzenie i pokazał mu fabularnego faka.

Ucieczka Masmy i Namali (rozegrana o ile mi się dobrze majaczy jako panika skrzydlatej bestii) rozwścieczyła Jamę, który skonfrontował się z Bortem, mając na celu podporządkowanie go. To też była mocna scena – Mati zagrał na duże ryzyko wyciągając magorewolwer, ale zawalił test (pojedynek) i musiał skulić ogon. To była bardzo agresywna scena – normalnie nie napadam tak BNami na BG, ale tym razem tak zagrałem i wyszło w moim odczuciu spoko. Jednocześnie jednak Bort zaczął zamykać sobie drogę do współpracy z barbarzyńcami. Jego postać zawsze siedziała okrakiem między jedną a drugą stroną muru, tym razem przechylił się ku Straży (ale straż była wtedy przecież na przegranej pozycji). Postanowiłem na następnej sesji jeszcze raz zaoferować mu, by sprzedał część siebie i coś na tym ugrał… trochę jak Masma.

6092a2ef3822788cfcf3c3bb036fba0e

Na koniec jeszcze o scenie, która wprowadziła mnie w erpegowe zakłopotanie – scenie sądu nad strażnikami Muru. Rzucam Jamą wyzwanie Bortowi: “Jak ich osądzisz?” Bort: “Jeżeli zgodzą się zrzucić pierścienie służby (święty symbol Straży), niech dołączą do Plemienia Szarańczy.” Na tak wystawioną piłkę nie mogę zareagować inaczej niż mówiąc (coś w stylu): >>Strażnicy niemal jak jeden mąż zrzucają z palców pierścienie [zrobiłem szybki gest strzepywania rąk]. Niemal, bo jeden z nich spogląda w twarz wodzowi barbarzyńców, i ze stężałą od gniewu twarzą mówi – “Po moim trupie.”<<.

I natychmiast po tym jak to powiedziałem zdałem sobie sprawę, że:
a] łoooł, ale cool wyszło
b] kuźwa, nie no, takie deklaracje powinni wygłaszać gracze, a nie ja BNami
Było w tym moim zdaniem coś niestosownego, żebym jakimś BNem, który jeszcze chwilę temu miał marginalne znaczenie, kradł sesję (bo w tamtym momencie była to chyba najmocniejsza scena). Jak sądzicie?

Tak czy owak Andrzej skierował Ostatniego Strażnika muru ku walce na arenie. Zastanawiam się teraz, co by było, gdybym inaczej zestawił pary walczących – nie Duch vs Ostatni Strażnik oraz Krono vs Torg a Torg vs Duch oraz Ostatni Strażnik vs Krono. Chyba to byłoby mocniejsze, ale nie byłoby paraleli między tym, co działo się w Wieży Malga. Cóż, coś za coś.

W następnym wpisie zakańczamy Trylogię Borta. Z hukiem i to sporym. Stay tuned!

Reklamy

9 thoughts on “Zapiski z Odludzia[18] S2E3: Książę Bort

  1. sorrynobonus pisze:

    Podglądanie „kuchni” MG może trochę popsuć smak serwowanej sesji. Okazuje się że najlepsza potrawa była na szybko odgrzana z mikrofali. RPG-owa uczta była wspaniała, ale wolałbym wierzyć że tajemnice tego settingu (były) są dokładnie obmyślone już wcześniej, a gracze zdejmują po kawałku skórkę z mechanicznej pomarańczy. Pamiętam kolejne, n-te reveale serialu „Lost” – odniosłem nieprzyjemne wrażenie że twórcy robią sobie ze mnie jaja, nie ma żadnego scenariusza a to ja jestem „lost”. Ale skoro to działa, kiełbasa (ale już nie polityka) smakuje świetnie – to gramy dalej! Tylko nie będę zaglądać do kuchni.

    • kaduceusz pisze:

      Śmieszna sprawa, bo ja mam dokładnie odwrotnie. Z góry zaplanowane wydarzenia nawet w połowie mnie nie satysfakcjonują tak jak te, które są wynikiem improwizacji na sesjach. To chyba materiał na notkę. Zresztą jeszcze o tym będzie w komentarzach do sesji nieopodal Zielonej Oazy.

  2. MateuszR pisze:

    IMO mówimy tu o dwóch różnych rzeczach. „Tajemnice settingu” wydają mi się akurat przygotowane zawczasu. Tylko, jak już wiele razy mówiliśmy i pisaliśmy, są to wielkie, panoramiczne koncepty, na których wypowiedzenie i wysłuchanie trzeba zazwyczaj poświęcić pół sesji ‚gadanej’*. To, czym się najbardziej jaramy jako smakiem sesji to np. konsekwencje ostatnich wyborów, nawiązania do poprzednich sesji i spotkanych BNów, albo po prostu reakcje na spontaniczne decyzje (mam sądzić strażników => spontanicznie każę im porzucić straż => MG spontanicznie wymyśla że 1 odmawia => Heiron spontanicznie krzyczy ‚na arenę’ => walka na arenie). To są – pozostając przy metaforze – przyprawy sypnięte na potrawę na sam koniec, przygotowane co najwyżej z sesji na sesję, bo inaczej nie miałaby swojego specyficznego (dla danego momentu, postaci itp.) smaku.

    *Tu mam z kolei swoje roszczenie – że tajemnice świata jak najczęściej powinny być wprowadzane na zasadzie „show, don’t tell”. Tzn. rozumiem że pewne rzeczy ktoś (jakiś wtajemniczony BN) musi opisać i poprzeć swoim autorytetem, bo dotyczą np. dalekiej przeszłości albo odległego miejsca, albo bardzo złożonego konceptu. Ale najlepiej zapadają w pamięć reveal’e dokonywane osobiście, albo chociaż doświadczane jako sceny – Greyhound pojawiający się na malowidle i potem osobiście; świątynia przy próbie zbadania zaczyna gadać jak komputer; z poharatanego kapłana wypływa olej i iskry; osada wstaje i okazuje się machiną kroczącą itp. Dobrym przykładem jest Agrel, który stał się charakterystyczny IMO dlatego, że osobiście (i w ramach testu ukrycia) obserwowaliśmy z rosnącym wtf, jak w każualowym języku komenderuje szkieletami; i przez to stał się świetną zahaczką dla całej tajemnicy Odludzia, i żywym dowodem, że odpowiedzi na nią należy szukać wokół siedziby Wyroczni. Nie miałoby takiego efektu, gdyby BN opowiedział – „zaprawdę powiadam, nieumarłymi włada zwykły człowiek, który nazywa wszystkich wokół kmiotami z planetu 3 poziomu”.

  3. […] gdy się stamtąd ewakuował dziewczyna została na miejscu (choć mało brakowało – S2E3 punkt […]

  4. […] jednej z pierwszych sesji tego sezonu (S2E3 punkt 5) udało mi się stworzyć przez przypadek jednego z bardziej bohaterskich BNow Odludzia […]

  5. […] Sesja 18 S2E3 Książę Bort – Bort jest kuszony, a Duch okrywa, że Xyber to on […]

  6. […] to przez przypadek – jak powstanie Othema, „Ostatniego Strażnika Muru” na S2E3. Czasem jednak wychodzi to jako pośredni efekt działań graczy i tak było tutaj. Krzemień rzuca […]

  7. […] każdy szukał pomysłu na siebie, były plany, były wybory i zaskoczenie. No i cliffhanger przed następną sesją… która udała się nawet lepiej, o czym w następnym […]

  8. Buzz pisze:

    Sporo mocnych zwrotów akcji, pojawiający się ponownie BN’i, trudne decyzje graczy, przegrane testy wiodące do zmiany fabuły, wygrane pojedynki fizyczne i mentalne. Super, naprawdę kawał dobrego mięcha erpegowego.

    Ale odnieść chcę się głównie do komentarzy. Ja też spotykam się z taką dziwną sprawą wśród niektórych graczy, że gdy pokazuję im moją kuchnię, to zmieniają zdanie o sesji, inaczej ją odbierają. I działa to w dwie strony, czasem na plus, a czasem na minus. Zdarza się, że gdy gracze dowiadują się o mojej improwizacji, to im ona była większa, tym mniej im to się podoba! Nawet jeśli jakiś motyw na sesji ich oszołomił, to potem słyszałem „eee… nie zaplanowałeś tego? jak to tak?”. Z kolei po sesji sandboxowej usłyszałem zarzut, że coś tam było bez sensu, bo na pewno zaplanowałem to wcześniej i to nie był prawdziwy sandbox. A gdy wyjaśniłem, że wynikało to z tabeli losowej to co usłyszałem? „Super to wyszło!”

    Wyraźnego wniosku nie mam. Czasem warto pokazywać graczom kuchnię, a czasem nie. Chyba najlepiej prowadzi się sesje graczom, którzy sami dosyć często bywają mistrzami gry. Im pewnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć, a na pokazana kuchnię reagują pozytywnie (no i potrafią dać dobry feedback).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

RPG, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

GameDev

Pomysły, efekty i wszystko, co wiąże się z moimi hobby.

%d blogerów lubi to: