Mój PMM 2017 – sesja na 10 graczy

Mimo zapewnień z zeszłego roku wystartowałem ponownie w PMMie. I nie było niespodzianki – srogo się rozczarowałem. Dlatego na przyszły rok postanowiłem nie startować, ale ufundować nagrodę. Szczegóły w tekście.

Disclaimer

Moja konkursowa historia w zeszłorocznym wpisie. Dodajmy do tego tylko, że w zeszłym roku prowadziłem w eliminacjach scenariusz fantasy oparty na koszulce, a w półfinale niezłą sesję w klimatach high school drama + zombies.

Przygotowania

W zeszłym roku napisałem, że fajną rolą konkursów erpegowych jest to, że zachęcają do spięcia się i wymyślenia czegoś wyjątkowego. Po tamtym wpisie naszła mnie refleksja – czy ja się spiąłem tak, jakbym mógł? W efekcie dostałem ataku i spisałem sześć stron notatek na temat tego, co mógłbym przygotować, gdybym naprawdę się postarał.

Najważniejsze założenia były takie:

  1. Eliminacje. Pierwszy scenariusz to taki, w którym to gracze odpalają kawałki, gdy chcą coś wyczarować swoimi postaciami. Zawsze wnerwiały mnie te uwagi, że “jakbyś prowadził z muzyką byłbyś lepszy”. Chciałem zatem oddać muzykę w ręce graczy, tak, by sobie odpalali kawałki w swoich scenach a w finale musieli je ułożyć w sekwencję. Pomysł okazał się trudny logistycznie (musiałbym każdemu z graczy, nie wiem, dać komórkę?) i w końcu skapitulowałem i poprowadziłem sesję z muzyką. O niej niżej.
  2. Półfinał. Zawsze, gdy startowałem, brałem wytyczne z półfinału i robiłem z nich zupełnie nowy scenariusz. W zeszłym roku zorientowałem się, że nie jest to konieczne – opracowałem koncepcję scenariusza (w zasadzie prawie minigry), który jest wyprawą do podziemi, a wymagania z wytycznych można wrzucić do poszczególnych komnat. Dodajmy, że chodzi o scenariusz na 10 graczy. Ten pomysł zrealizowałem, odrzucając niektóre co bardziej karkołomne koncepcje.
  3. Finał. Skoro w półfinale prowadziłem scenariusz na 10 osób, to w finale chciałem poprowadzić… solówkę. Opracowałem i przetestowałem 100% storytellingowy scenariusz o pilocie kosmicznego myśliwca, który dryfując po uszkodzeniu trafia do instalacji wroga na asteroidzie. W scenariuszu występuje Pilot i jego pomocnicza sztuczna inteligencja – Chimera (MG), co zmusza MG do dość nietypowego formułowania narracji (wszystkie informacje przekazuje pilotowi SI). Sesja testowa dała bardzo obiecujące wyniki, a dla mnie było to ciekawe doświadczenie, bo praktycznie nigdy nie prowadzę czysto storytellingowo. (Ciekawostka jest taka, że tegoroczny zwycięzca, Zed, też prowadził w finale sesję niemal całkiem storytellingową.)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Realizacja: eliminacje – Gniewna Góra

Sesje półfinałową i finałową przetestowałem przed konwentem (pozdrowienia dla graczy i graczek z Polconu 2017 oraz dla niezawodnego Tomka Sokoluka). Ale eliminacyjnej – nie. Ba, była niezbyt dookreślona jeszcze w przeddzień konwentu. Rozważałem różne opcje (np. poprowadzenie Kontraktu Oldenhallera), ale w końcu zdecydowałem się na złożenie scenariusza w klimatach african fantasy.

Bezpośrednią inspiracją były zdjęcia z wyprawy mego ziomka, Jacka, na Kilimandżaro. Kiedy je oglądaliśmy złożyłem do nich w tle narrację magicznej podróży. Wybraliśmy kilkanaście i potem zostały gadżetami do sesji. Dobrałem do tego muzykę (sic! złamałem się), a mianowicie jeden z najciekawszych albumów jakie znam – Circlesongs Bobbiego McFerrina. To kilkanaście kawałków, które w całości składają się z ludzkich odgłosów paszczowych – żadnych instrumentów itp. Przesłuchajcie sobie – jest superaśny.

Muzykę puszczałem tylko do smaku. Wypisałem sobie, że do scen zagrożenia mam ten kawałek, a gdy postacie levelują – mam jakiśtam inny. Puszczałem je chwilę, a potem wyciszałem.

postacie

Stworzyłem trzy postacie: Uhuru (ojciec, architekt), Shirę (córka, negocjatorka) i Mawenzi (syn, szaman) i kazałem im wspinać się na świętą górę, by przebłagać bóstwo (które ojciec obraził wynajdując pismo i zapisując swoje imię obok imienia bóstwa). W trakcie wyprawy okazuje się, że z tym gniewem i jego powodami nie jest to tak oczywiste, a w tle toczy się rozgrywka w skali innej niż ludzka.

W przygotowaniu szczegółów scen już w drodze mega pomogli mi moi towarzysze coperniconowej wyprawy – Fedor, Oel, Ifryt i Maciek bez ksywy. Miałem wstęp, po akcie wydarzeń nakierowanych na poszczególne postacie, no i epicki finał. W trakcie wchodzenia na kolejne piętra świętej góry postacie miały szybko podnosić swoje statystyki, osiągając poziomy niedostępne zwykłym śmiertelnikom.

Sesja była niesprawdzona, więc w praktyce potem musiałem sporo pozmieniać i porzucić ostatnie dwa akty na korzyść czegoś, co wynikało z pomysłów graczy i werdyktów kości. Ostatecznie wyszło to nieźle, ale sesja była na poziomie tej, którą prowadziłem w zeszłym roku w półfinale (i odpadłem), więc trochę mnie zdziwiło, że przeszedłem do półfinału w cugach.

Dla mnie całość miała trochę za mało energii, ale grającym się chyba podobało. Grał Squid (który trochę mnie zaskoczył, kiedy okazało się, że zna inny kawałek, którego używałem na sesji – Kothbiro Ayuba Ogady – też zawalisty), grała Luna (jak się okazało graczka Kuglarza, pozdro600) oraz kolega, którego organizatorzy PMMa przysłali po półgodzinnym oczekiwaniu. Kolega chyba nie wiedział, w co się pakuje, może nawet nigdy nie grał w erpegi, bo się biedny zestresował tym moim african fantasy, w pierwszej scenie zdradził sekret swojej postaci i ogólnie musiałem mu dodawać otuchy, że to co deklaruje nie jest okropne i żeby cisnął dalej, jak mu serce podpowiada. Pod koniec sesji już nieźle mu szło, więc chyba nie odwaliłem kichy, ale wspomniałem ten przeklęty Kontrakt Oldenhallera, który dla takiego gracza jednak byłby o wiele lepszy.

W tym punkcie moja uwaga dla organizatorów – spróbujcie na przyszłość jakoś lepiej ogarniać te łapanki. Ja nie chciałem kolejny raz uwag, że przyprowadzam swoich graczy i przez to mam lepiej, więc zdecydowałem się brać losowych. Efekty jak widać.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Innym kuriozum tej sesji był – atak smrodu. Ogólnie PMM miał w tym roku super warunki – cały kilkupiętrowy budyneczek dla siebie, na tyłach szkoły z programem erpegowym – no lepiej było chyba tylko na Polconie w Wawie w Hotelu Gromada (2007). Ja dostałem pomieszczenie na samej górze (swoją drogą co za paralela ze scenariuszem!) i było spoko, dopóki… nie wiem, poniżej w łazience wybiło szambo, czy coś? Ja akurat opisywałem powstającą wyrwę między światami – “ropiejącą ranę na ciele świata”, gdy uzyskałem efekt synergii z atakiem smrodu. Musieliśmy pootwierać okna, przenieść się na drugi koniec sali, a i tak do końca sesji czasem coś zawiało. W zeszłym roku wylosowałem zdarzenie losowe “jeden gracz za dużo w półfinale”, a w tym to (zresztą dodatkowego gracza w półfinale też dostałem, LOL).

pmm 2017 polfinal wytyczne

Realizacja: Półfinał – Wyprawa do podziemi Czarnego Kaduceusza

Wytyczne do półfinału macie w pliku powyżej. Ja, tak jak mówiłem, postanowiłem powrzucać je sobie do komnat moich podziemi (3×3 komnaty + wejście + wyjście). Wszystkie wytyczne zrealizowałem, nawet te kasetony, choć na różnym poziomie błysku. Nie ukrywam, że zasadniczo w nosie je miałem, mam wrażenie, że nikt tego tak na serio nie ocenia. Najważniejsze było dla mnie, żeby sesja wyszła spoko.

Jak poprowadzić sesję na 10 (w porywach do 11stu) graczy? Mój pomysł jest taki, że na początku jest rundka na przedstawienie postaci, a potem już lecimy w podziemiach, bez litości eliminując postać za postacią w walkach, pułapkach czy zdarzeniach losowych. Ci, którzy giną, stają się natychmiast upiorami. Przesiadają się na drugą stronę stołu i będą uprzykrzać życie reszcie – czy to uwagami z offu, czy demonicznymi manifestacjami czy wprost – demoniczną czarcią łapą (rzuć k4 i wynik odejmij od wyniku rzutu BG; działa raz na sesję).

DSC_0210

Postacie do wyboru; Urko i beacon pomogli rozwieszać. Na dole na stole symboliczna nibymapa podziemi.

Stworzyłem galerię naszkicowanych postaci, byli wśród nich barbarzyńca znający tylko kilka słów, pół-bóg, elficki kapłan złego boga, humanoidalny golem i inni. Wszystkim znalazłem ilustracje dla wersji męskiej i żeńskiej, każda miała 4 proste staty: Atak, Obrona, Sprawność i Rzut obronny na śmierć. Na każdy stat przypadała jedna kość – od k4 do k10 (potem nawet k12+2). Awansy (podnieś sobie kość o poziom wyższą np. z k6 na k8) dawałem za spotlighty, czasem dorzuciłem żeton do przerzucenia testu dzięki inspiracji.

Ponieważ to był drugi raz, jak prowadziłem ten scenariusz, to wiedziałem, że wyjdzie fajnie. Leciał one-liner za one-linerem, było pełno śmiechu, dramatyczne rzuty kośćmi i niespodziewane zmiany sytuacji dzięki info ze spotlightów. Moim skromnym zdaniem wyszło zajebiście i bardzo dziękuję graczom i graczkom, którzy odwalili świetną robotę :-) Inaczej niż poprzednim razem, gdy to prowadziłem, tym razem półbóg dotrwał do finału, w którym… zdradził resztę i wchłonął energię złego boga. (Poprzednim razem do finału dotrwał tylko halfling, ale dzięki pomocy odzyskanych dla dobra duchów udało się pokonać te złe i potem halfling śniadał z boginią w niebiesiech.)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Oczywiście nie obyło się bez jakichś mañan. Tym razem najlepszym numerem było to, że jedenasty gracz po tym jak został demonem wyszedł sobie na chwilę… i już nie wrócił XD Niektórzy zdali sobie z tego sprawę dopiero pod koniec sesji. Ja szczerze mówiąc przewidziałem, że komuś może taki eksperyment nie podejść i w oryginalnej wersji tego scenariusza miałem zamiar zrobić taki myk, że jeżeli ktoś z drużyny chce zawrócić i zwiać ze skarbem, to dostaje paragrafówkę i w zależności od tego, jak mu w niej pójdzie, może nawet przeżyć i zachować część skarbu (miałem zamiar pokupywać jakieś chrupki i czekolady), wychodząc jednocześnie z sesji. Nie zrobiłem tego, bo uznałem, że za dużo roboty, a za mały efekt. A tu akurat by się przydało, dammit XD

DSC_0203.JPG

Co, podziemia? GTFO

Dispell, czyli rozczarowanie

Po półfinałowej sesji mogłem powiedzieć sobie – no, to teraz zrobiłem co mogłem. Poprowadziłem udaną sesję dla 10 osób, miałem dopasowaną do tego mechanikę, która się sprawdziła, było pełno śmiechu, wydaje się, że wszyscy dobrze się bawili.

Ale nie, kicha, to najwyraźniej nie jest dość dobre na finał.

Powiem szczerze, że mnie to rozczarowało. Miałem na finał przygotowany ciekawy eksperyment, który się zmarnował. Co prawda moje doświadczenie w konkursie podpowiada mi, że solówką byłoby trudno wygrać, ale nic nie broniło spróbować. Zwłaszcza, że twist dla scenariusza o Pilocie i Chimerze wymyśliłem interesujący i sprawdził się w test drive.

Z perspektywy tego rezultatu przygotowania do PMMa wydają mi się teraz stratą czasu. Cofnąłem się do mojej relacji z 2008go, kiedy po raz pierwszy sędziowałem, gdzie napisałem tak:

Na stronie konkursu czytamy, że jego celem jest wyłonienie najlepszego w danym roku Mistrza Gry. Wszystko fajnie, ale czemu właściwie ma to służyć?

Dlaczego stawiam takie pytanie? Bo w przeciągu ostatnich kilku lat PMM był niczym innym jak zmaganiami tytanów. Przyjrzyjmy się czołówce – stale te same nazwiska. Wygrałeś Puchar – musisz bronić tytułu! Obroniłeś? Wygraj po raz trzeci, a zgarniesz puchar przechodni.

Być może sensowniej byłoby, gdyby jednokrotny zdobywca nagrody nie mógł już więcej brać udziału w konkursie – chyba że jako sędzia.

Chyba wrócę do takiego stanowiska, bo jak widać – nic się w tej kwestii nie zmieniło. Zresztą Fedor tak zrobił – wygrawszy powiedział: “ja niczego nie muszę już udowadniać” i nie startował dalej. I chałwa mu za to. Wszyscy już wiemy, że Zed i Włodi prowadzą tak, że może się to podobać. Kiedy na Quentina piszą te same twarze, to dostajemy kolejne super scenariusze, z których każdy erpegowiec może skorzystać. Tutaj te korzyści są skromniejsze, co najwyżej kilka osób może sobie zagrać sesję u dobrego MG.

DSC_0206

Gotowy na sesję eliminacyjną

Coś konstruktywnego

Dalej w temacie użyteczności konkursów pomyślałem sobie – czy mogę wyciągnąć coś konstruktywnego z tej edycji? Rozmawiałem z moim “duszkiem”, czyli sędzią, który zbierał dla mnie feedback. W tym roku był to Adam Waśkiewicz, dziękuję mu za ten trud. Spodziewałem się jakiejś mocniejszej krytyki, ale największe uwagi do moich sesji był takie, że nie wszystkim podoba się pokazywanie obrazków na tablecie zamiast opisywania albo to, że przeklinałem w półfinałach (fakt, mówiłem “holy fucking shit!” kiedy ktoś zrobił coś zawalistego).

Nie znalazłszy mocnych argumentów formułuję hipotezę. Statystyczny skład sędziowski PMMa nie lubi takich klimatów jak awanturnicy i podziemia. Możecie wygrać czarując klimatem, opisem, muzyką, ale jeżeli nie jesteście w tym mistrzami, to nic nie zdziałacie próbując to rekompensować pomysłowym układem sesji, własną mechaniką, spotlightami, przeniesieniem większego ciężaru sesji na graczy i innymi tego typu.

W związku z tym stawiam wyzwanie:

Wyzwanie Czarnego Kaduceusza

Począwszy od przyszłego roku dla pierwszego uczestnika PMMa, który przejdzie półfinały prowadząc sesję o podziemiach – czy to na D&D, Tunelach i Trollach, retroklonie czy autorskiej mechanice, funduję jednorazową nagrodę w wysokości 500 złotych. Warunkiem jest poprowadzenie sesji z mapą podziemi lub jej substytutem (jak u mnie – symboliczne oznaczenia komnat) i przejście do finału. Powodzenia!

To pierwsza rzecz. Natomiast drugą jest to, że planuję spisać w jakiejś przystępnej formie WdpCK i wrzucić na bloga. Dawno nie spisywałem żadnego scenariusza, to będzie ciekawy eksperyment, a dzięki niemu odratuję trochę roboty, jaką włożyłem w tegoroczne przygotowania. Nie zrobiłem tego z zeszłorocznym scenariuszem z koszulki, ale nie każdy ma taką koszulkę, a WpdCK każdy sobie będzie mógł poprowadzić, żeby zyskać achievementa “prowadziłem dla 10 osób i nie było zamuły”.

Uwaga na koniec

W tym roku w konkurs był mocno obsadzony – 20 czy tam 21 uczestników w eliminacjach, 6 półfinałów (swoją drogą co za inflacja, kiedyś było 4). Wydarzyło się jednak coś dziwnego. Mianowicie po eliminacyjnych sesjach sędziowie debatowali… od trzeciej w nocy do ósmej rano. Już w edycjach, w których ja sędziowałem, (a było ich ostatnio kilka) zdarzały się nocne posiadówy, ale ósma?! Sorry Batory, this is mental. Będę o tym pamiętał, gdyby kiedyś przyszło mi do głowy sędziować.

Widziałem, że część tegorocznych półfinalistów wyrażała się pozytywnie o konkursie, także życzę Zefirowi i Kuglarzowi powodzenia w przyszłorocznej edycji. Ja ze swojej strony żegnam się z PMMem bo jak to mówią Angole: “fool me once, shame on you; fool me twice, shame on me”, a ja się już tu wygłupiałem enty półfinał.

 

Reklamy

13 thoughts on “Mój PMM 2017 – sesja na 10 graczy

  1. Napisałem na priv, napiszę publicznie: dołożę drugie 500 złotych do Wyzwania Czarnego Kaduceusza. POD WARUNKIEM (tak, musi być warunek ;)), że sesja zostanie poprowadzona na pełnej mechanice danej gry (nawet autorki). Pisząc „mechanika” mam na myśli zasady spisane i weryfikowalne – co na papierze, to na sesji – a nie wymyślanie opowiadania albo rzucanie monetą od czapy dwa razy przez 8 godzin bo tak. Gra to gra, ma zasady, są do używania podczas sesji.

  2. Jakub Zapała pisze:

    Hmm, bo kusiło mnie rok temu zgłosić się z sesją w L5K 4 ed.. Z matą taktyczną i wszystkim, żeby pokazać przynajmniej jako nowa Legenda działa. Teraz mnie kusisz, żeby za rok zgłosić na eliminację loszek do L5K. Znaczy, jeżeli Rokugan się łapie ;)

  3. Buzz pisze:

    Słuszne wydaje się: wygraj raz i już nie startuj (ew. podejdź do obrony – raz), ale oczywiście jest to nierealne. Sędziowie (organizatorzy) nadmuchali bańkę i teraz zarówno Zed jak i Włodi będą cisnęli, żeby zostać trzykrotnymi Mistrzami Mistrzów. A pewnie znajdą się też inni chętni.

    A co do nagrody (Twojej i Sejiego), to chyba powinniście dopowiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze: wymieniłeś kilka gier – czy są one zamkniętym katalogiem gier, które trzeba poprowadzić, czy są to tylko przykłady? Jakub dopytuje o L5K, ale przecież podziemia można rozegrać w każdym systemie, nawet w Coriolisie czy Star Warsach. Ograniczasz systemy (i światy) czy tylko temat? A po drugie: co jeśli obaj finaliście poprowadzą loszki?

    • Mi jest obojętne. Może być Amber, Nobilis lub Burning Empires – ba, nawet Fiasco może być. :) A podziemia to nie tylko lochy, ale i okręty kosmiczne, labirynty pałacowe i wszystko inne, co się kiedyś łapało do tej kategorii.

      • Buzz pisze:

        I wszystko jasne. A swoją drogą okręt kosmiczny jako podziemia – i już zupełnie inaczej będę oglądał Ósmego pasażera.

    • kaduceusz pisze:

      Nie ograniczam, oczywiście. Podałem typowe przykłady, mogą być i inne systemy.

      Jak dwóch półfinalistów przejdzie dzięki lochom, to obaj będą pierwsi, nie? [zastaw_się_a_podstaw_się.jpg]

  4. Buzz pisze:

    A pomijając różne dyskusje PeeMeMowskie, to napisałeś właśnie genialne sprawozdanie z eventu. Porównania do innych Twoich startów – były. Opis przygotowania do poszczególnych sesji – był. Opis samych sesji i wrażeń – był. Odniesienie do sędziowskiego feedbacku i oceny – było. Konstruktywna krytyka konkursu – była. Konkretna propozycja zmian – była. Oby więcej takich tekstów, zarówno u Ciebie jak i w całej blogosferze ;)

    • kaduceusz pisze:

      No z tym sędziowskim feedbackiem, to było tego więcej, ale większość to drobne sprawy. Ale zgadzam się, że fajnie by było więcej takich tekstów poczytać – ja bym np. chętnie przeczytał taki od Zeda, on ma bloga, chyba trzeba go pomęczyć.

  5. marcinkwi pisze:

    Dobre sprawozdanie. Z niecierpliwością czekam na spisaną WdpCK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

punkt K

growy blog kaduceusza

Leniwy Gracz

RPG blog

qendi.wordpress.com/

Kalejdoskop RPGowy Qendiego

SOS WekTa

słowa obrazy storytelling

Heavy Runs Light

Run Fast & Don't Think Limits

Graeme Davis

History - Mythology - Folklore - Fantasy - Games

Meblościanka pełna gier

Tak wiele gier, a tak mało czasu

krokodyl z oczami na szypułkach

RPG, bitewniaki, wszystko inne

Laboratorium Fabularne

Blog eksperymentów erpegowych

Lisia nora

Zlewnio-odsiewnia pomysłów?

jedź, BAW SIĘ!

Trochę inny blog podróżniczy Brewy

Kłopoty w Breywick

Tarapaty i przypadki Krwiożerczych Pogromców Wrogów

iPad Notebook

iPad Tips, Thoughts & Apps by Justin S. Kahn www.kahnlawfirm.com

GameDev

Pomysły, efekty i wszystko, co wiąże się z moimi hobby.

%d blogerów lubi to: